Nigdy dość dobra. Wsparcie dla dorosłych córek narcystycznych matek

Każda z nas mierzy się w swoim życiu z oczekiwaniami. Jedne mamy same wobec siebie, inne przychodzą do nas z zewnątrz. Jedne są realne, inne tak wyśrubowane, że choćbyśmy stanęły na rzęsach, nigdy ich nie spełnimy.

Czytając “Wsparcie dla dorosłych córek narcystycznych matek”przechodzimy przez trzy części książki: identyfikację problemu, jak wychowanie przez narcystyczną matkę wpływa na twoje życie oraz przerwanie cyklu dziedzictwa.

W pierwszej części – identyfikacji problemu – poznajemy oblicza narcyzmu, dowiadujemy się, czym jest narcystyczne zaburzenie osobowości oraz jakimi cechami charakteryzuje się osobowość narcystyczna.

Tak bardzo się staram!

To hasło przyświecające każdej osobie dotkniętej narcyzmem. Dotkniętej, mam tu na myśli nie tylko osoby z osobowością narcystyczną czy narcystycznym zaburzeniem osobowości, ale też takie, które dorastały z inną osobą z osobowością narcystyczną lub są z nią w związku.

W części drugiej, jak wychowanie przez narcystyczną matkę wpływa na twoje życie, dowiadujemy się, w jaki sposób w dorosłym życiu funkcjonują córki narcystycznych matek. Jest to też obraz różnych postaw narcystycznych mieszczących się w spektrum narcystycznego zaburzenia osobowości. Poznajemy córki (bo to o nich jest ta książka) ambitne i sabotujące siebie. Możemy też zobaczyć, w jaki sposób wchodzą w związki romantyczne (zależne lub współzależne) oraz jak narcyzm wpływa na ich macierzyństwo.

Jak wychowanie przez narcystyczną matkę wpływa na twoje życie jest bardzo ciekawym opisem powyższych postaw. Pomaga zrozumieć występowanie mechanizmów i schematów postępowania w odniesieniu do osobowości narcystycznej. To główna oś książki, do której prowadzi część pierwsza i z której wynika trzecia.

Czas na zmiany

Przerwanie cyklu dziedzictwa jest proponowanym przez Karyl McBride programem zdrowienia. Na podstawie swojego doświadczenia w pracy terapeutki oraz córki narcystycznej matki, którą sama jest, przedstawia konkretne kroki, które mają doprowadzić do zmiany w zdrową, świadomą i pewną siebie kobietę.

We wstępie do trzeciej części książki autorka pisze: teraz, w części trzeciej, dowiesz się, jak zaakceptować przeszłość, pozwolić sobie na przeżycie związanego z nią żalu, przeprogramować uwewnętrznione negatywne przekazy, przeformułować poglądy oraz przekonania i zmienić swoje życie.

Wśród metod autoterapeutycznych opisuje dziennik, ćwiczenia arteterapeutyczne, pracę ze wspomnieniami i wyobrażeniową. Podobne i opisane w sposób naukowy ćwiczenia, zawarła Hania Sywula w książce “W głowie się poprzewracało“.

Książka wystarczy?

“Wsparcie dla dorosłych córek narcystycznych matek” jest książką z kategorii samopomocowych. Czytanie jej ma dać wsparcie i doprowadzić do uzdrowienia. Czy jednak to wystarczy?

W moim odczuciu autorka trochę za bardzo upraszcza temat. Widzę podział zero-jedynkowy na złe narcystyczne matki i córki-ofiary. Taki podział nigdy nie jest dobry.

Żeby dotrzeć do konkretów, trzeba przebrnąć przez potok słów, które w amerykańskim sposobie pisania są uprawnione, w polskim tłumaczeniu jednak często tracą sens.

Jestem również daleka od przekonania, że przeczytanie książki rozwiąże wszystkie problemy. “Wsparcie dla dorosłych córek narcystycznych matek” faktycznie może być wsparciem, jednak z całą pewnością nie zastąpi terapii.

Nie tylko ja tak mam

Niewątpliwą wartością “Wsparcia dla dorosłych córek narcystycznych matek” jest mnogość przykładów i doświadczeń pacjentek, znajomych i samej autorki. Dla osób mierzących się z konkretnymi problemami, zobaczenie, że “nie tylko ja tak mam” jest bardzo cenne i zdejmuje ciężar wyobcowania, poczucia bycia nierozumianym i “poza normą”.

Książka jest też napisana prostym językiem, dzięki temu czyta się ją szybko i przyjemnie. Sądzę, że nie mając wobec niej wygórowanych oczekiwań typu “ta książka zmieni moje życie!”, można z niej całkiem dużo wyciągnąć.

Jesteś ważna!

Przesłanie “Wsparcia dla dorosłych córek narcystycznych matek” można zamknąć w tym zdaniu: Jesteś ważna!

Ta książka daje wsparcie, poczucie bycia zrozumianą i wskazuje drogę do zatroszczenia się o siebie, swoje zdrowie psychiczne i potrzeby.

Dobrze, że ta pozycja pojawiła się na rynku. Czuję, że może zrobić wiele dobrego i być znaczącą cegiełką w budowaniu świata świadomych siebie, silnych i zdrowych kobiet.

Psychoterapia bez tajemnic

Pisałam już o kilku popularnych mitach związanych z psychoterapią (tu). Tym razem postanowiłam napisać, jak wygląda psychoterapia z perspektywy pacjentki. Jak często odbywają się sesje, czy i jak się do nich przygotowuję, o czym rozmawiam z terapeutką.

Psychoterapia – ile razy w miesiącu

Moja psychoterapia odbywa się w nurcie psychodynamicznym i spotkania mam raz w tygodniu. Jednak w zależności od nurtu psychoterapii i potrzeb pacjentki/ta, sesje mogą być dwa razy w tygodniu lub raz na kilka tygodni. Wcześniej w terapii systemowej, chodziłam na terapię co dwa tygodnie.

Jak przygotować się do sesji u psychoterapeuty?

Na początku bardzo dziwnie czułam się z tym, że w psychoterapii psychodynamicznej nie mam zadań domowych i nie muszę niczego specjalnie przygotowywać. Trochę takie “go with the flow”.

Teraz, po ponad roku w terapii, która przeważnie rozpoczyna się tak samo, najczęściej zastanawiam się, co ważnego wydarzyło się od ostatniej sesji? Zdarza mi się też zapisywać pojawiające się w ciągu tygodnia pytania czy myśli, o których chciałabym porozmawiać.

Nie mam jakiegoś specjalnego rytuału w związku z przygotowywaniem się do psychoterapii. Chociaż może przydałby mi się taki? Pomyślę o tym 🙂

Co mówić na psychoterapii?

Odpowiedź krótka: wszystko.

Odpowiedź dłuższa:

Z terapeutą rozmawiam o tym, o czym potrzebuję. Często są to bardzo zwyczajne sprawy. Opowiadam o minionym tygodniu, wydarzeniach które miały miejsce. Rozmawiam o tym, jak się czuję. O moim życiu rodzinnym i zawodowym. O planach i pomysłach na przyszłość. O przeszłości oczywiście też, choć nie wygląda to jak na filmach i nie wszystko jest sprowadzane do relacji z matką 😉

Są jednak tematy, których nie jestem gotowa poruszać w gabinecie. Więc po prostu tego nie robię. Czasem rozmawiamy o tym braku gotowości. Ale terapeuta nie naciska i nie wyciąga niczego na siłę.

Przez cały czas trwania terapii, zakres tematów, które poruszam, poszerza się. Z terapeutą buduję relację, w której kluczowe jest zaufanie, a to może budować się bardzo powoli.

Tak po krótce wygląda moja psychoterapia 🙂

Jeśli macie jakieś przemyślenia, dajcie znać na Instargamie lub Facebooku 🙂

Na kozetce

Pomyśl przez moment, jeśli nie jesteś i nigdy nie był_ś w psychoterapii, że idziesz na sesję do gabinetu. Jakie odczucia to w Tobie budzi? Zaciekawienie, ekscytację czy może lęk i wstyd? Jak wyobrażasz sobie sesję u psychoterapeuty? Co myślisz o samym psychoterapeucie?

Skąd te pytania? Mam poczucie, że wokół psychoterapii (a leczenia psychiatrycznego to już w ogóle) jest wiele mitów i przekonań nie mających nic wspólnego z prawdą. Ja sama, kiedy stałam pierwszy raz pod drzwiami pokoju szkolnej psycholog, byłam przerażona i zawstydzona. I bardzo szczęśliwa, że jej tam nie było, więc czym prędzej uciekłam stamtąd, żeby tylko nikt mnie nie zobaczył.

Wybrałam sobie kilka mitów dotyczących psychoterapii i postaram się z nimi skonfrontować z pozycji osoby, która jest w trzeciej psychoterapii w ciągu siedmiu lat.

No to jedziemy!

Do psychoterapeuty chodzą wariaci.

W tym wypadku zastanowiłabym się, co niesie ze sobą słowo “wariat”. Wyobrażam sobie, że chodzi tu o osobę niepoczytalną, niebzpieczną, nie mającą nad sobą żadnej kontroli.

Nie jest to prawda. Z psychoterapii korzystają różne osoby z bardzo różnych powodów. Ja, na moją pierwszą psychoterapię, wybrałam się po zakończeniu związku, kiedy nie mogłam poradzić sobie z odrzuceniem i stan ten utrzymywał się przez trzy lata. Na drugą poszłam po ślubie, kiedy nie mogłam odnaleźć się w nowej roli żony. A także z powodu aktualnych dla mnie wtedy trudności komunikacyjnych. Na moją aktualną psychoterapię poszłam po porodzie, kiedy okazało się, że życie z niemowlakiem nie jest usłane różami, a to że dziecko tylko śpi i je, to totalna bzdura.

Każdy powód, każdy dyskomfort i trudność w życiu jest wystarczającym powodem, by skorzystać z psychoterapii, która ma na celu poprawę jakości życia pacjenta. Do gabinetu psychoterapeuty wybierają się więc osoby po śmierci kogoś bliskiego, po rozstaniach, po utracie pracy, w depresji, z zaburzeniami, mające trudności w relacjach, związkach, stojące przed trudnymi decyzjami… Spektrum powodów jest naprawdę szerokie i wcale nie trzeba być “wariatem”, żeby korzystać z pomocy psychoterapeuty.

Psychoterapia trwa bardzo długo.

I tak, i nie. W zależności od problemu, z jakim zgłasza się klient_ka, terapeuta może założyć długość procesu. Jest to też zależne od nurtu psychoterapii. W psychoterapii poznawczo-behawioralnej (CBT) czy systemowej proces psychoterapeutyczny może trwać od kilku tygodni do kilku(nastu) miesięcy. Moja terapia systemowa trwała około ośmiu tygodni. Natomiast psychoterapia w nurcie psychodynamicznym (w którym jestem obecnie) może trwać wiele lat. Długość terapi zależy więc od problemu, z jakim zgłasza się pacjent oraz od nurtu, w jakim dany psychoterapeuta pracuje.

Psychoterapia jest droga.

Znów – i tak, i nie. Cena sesji terapeutycznej również jest uzależniona od kilku czynników: od stażu terapeuty, od tego czy prowadzi on/ona jednoosobowy gabinet czy pracuje w ośrodku psychoterapii, czy ma refundację z NFZ czy nie. Nie jest to łatwe, ale można znaleźć psychoterapię w akceptowalnych cenach.

Na studiach, ośrodek do którego chodziłam, oferował zniżki dla studentów. Za sesję płaciłam więc 50-70 zł. Można również znaleźć psychoterapeutę, który jest w trakcie szkolenia w szkole psychoterapii czy zgłosić się na terapię na NFZ. Istnieje też coś takiego, jak terapia niskopłatna. Niektóre ośrodki psychoterapeutyczne oferują terapię właśnie u specjalistów, którzy są na początku swojej drogi zawodowej. Może to być nawet połowa stawki!

Psychoterapeuta będzie wiedział o mnie wszystko.

Psycholog czy psychoterapeuta to nie jasnowidz. Wie o pacjencie tyle, ile ten mu powie. Nie czyta z oczu, ruchu warg, koloru włosów. Oczywiście, postawa ciała jest wskazówką dla psychoterapeuty, ale odczytywanie komunikatów niewerbalnych nie jest wiedzą tajemną. Jeśli nie chcesz o czymś rozmawiać z psychoterapeutą, po prostu tego nie robisz. Możesz jednak zostać zapytany_a o to dlaczego nie chcesz o czymś rozmawiać, jakie emocje to wywołuje, czy nie chcesz rozmawiać o tym z terapeutą czy w ogóle z nikim, czy jest to dla Ciebie temat ważny czy zupełnie nie. Nie musisz się więc obawiać się czytania w myślach 😉

Na dziś to wszystkio 🙂 Jeśli podoba Wam się pomysł na teksty o psychoterapii z persepktywy pacjentki, dajcie znać! 🙂

Jak zadbać o siebie? Osiędbasie

Niedawno umieściłam na stronie darmowe afirmacje. Są to krótkie zdania mające pomóc w zmianie negatywnych przekonań o sobie samym.

Skąd w ogóle wziął mi się taki pomysł?

W moim procesie psychoterapii doszłam ostatnio do miejsca, w którym stanęłam przed wielkim murem zbudowanym z przekonań. Dotyczą one praktycznie wszystkiego: świata, zdarzeń, innych osób, ale też mnie samej.

Przekonania nie są czymś wrodzonym. Nabywamy ich obserwując naszych rodziców i innych znaczących dorosłych, zdobywając doświadczenia w relacjach z innymi osobami. Są jak cegiełki, z których buduje się nasz ogląd świata. Co ważne, przyjmujemy je automatycznie i bezkrytycznie, traktując je jako prawdę o świecie.

Kluczowe przekonania są w nas bardzo silnie zakorzenione, traktujemy je jako prawdę i coś oczywistego. Często nie jesteśmy ich świadomi i nie zdajemy sobie sprawy, gdy automatycznie się aktywizują.

“W głowie siępoprzewracało” Hania Sywula

W psychoterapii człowiek staje się ich świadomy. Dostrzega je i zauważa, że nie wyszystkie przekonania są zdrowe, dobre i prawdziwe.

Uświadamiając sobie moje własne przekonania o sobie samej zrozumiałam, że bez pracy nad nimi nie jestem w stanie wyzdrowieć. Wiele z moich przekonań jest bardzo krzywdzących i osądzających. Uświadamiając je sobie, słysząc w swojej głowie, zaczynam się kulić i mam ochotę się schować.

Nie można się schować przed sobą!

Kiedy inny człowiek mówi nam przykre rzeczy, obraża nas, jest agresywny i nieżyczliwy, możemy odejść, nie spotykać się z tą osobą. Inaczej jest w przypadku nas samych.

Za każdym razem, kiedy popełnię błąd, pomyślę coś, czego “nie powinnam”, zachowam się nie tak, jakbym chciała, w mojej głowie odzywa się krytyczny głos: “jesteś beznadziejna”, “nic nie umiesz”, “nikt cię nie lubi”, “nie nadajesz się do tego”.

Nie można od tego uciec, ale można to zmienić!

Zmiana przekonań

Dlatego właśnie stworzyłam Osiędbasie. Są one opozycją do moich przekonań, ale mam poczucie, że nie tylko moich. Myślę, że każda i każdy z nas mierzy się z podobnymi myślami.

Jak to zrobić?

Kiedy uda mi się przyłapać niezdrowe przekonanie na gorącym uczynku, nie odrzucam go ani nie słucham. Zatrzymuję się, przyglądam mu się i wypowiadam lub zapisuję nowe, zdrowe przekonanie. Na przykład: kiedy spotykam się z niechęcią ze strony innych osób, pojawia się przekonanie “nikt cię nie lubi”. W jego miejsce mówię lub zapisuję “są osoby, które mnie lubią” a przede wszystkim “LUBIĘ SIEBIE”.

grafika Anna Mitura

Niestety, najczęściej takie przekonania uaktywniają się w momentach, w których jesteśmy rozemocjonowani, przygnębieni lub nie panujemy nad sobą. Stąd “odpalenie” znanego schematu.

Właśnie dlatego przygotowałam już gotowe zdania, które możesz wydrukować, przykleić do lustra w łazience, włożyć do portfela czy przyczepić na lodówkę. Za każdym razem, kiedy w Twojej głowie aktywuje się jakieś dysfunkcyjne przekonanie, spójrz na afirmację i zastąp je nowym, zdrowym przekonaniem.

Wierzę w to, że stając się życzliwymi dla siebie samych, możemy stać się bardziej życzliwi dla innych. Przede wszystkim jednak, możemy odjąć sobie cierpienia i trudu przebywania we własnej głowie, która często nie jest dla nas przyjazna.

Jeśli jesteś gotowa_y stać się dla siebie bardziej życzliwą osobą, pobierz afirmacje i zacznij myśleć o sobie dobrze ♥

Powodzenia! ♥

Książki z maja 2021 cz. 2

Mój maj, pod względem czytelniczym, obfitował w same wspaniałości. Miałam przyjemność spędzić czas z literaturą piękną i popularnonaukową. Ta pierwsza dostarczyła mi wielu wzruszeń i radości obcowania z literaturą. Ta druga przyniosła dużo wiedzy.

Jeśli jesteś ciekaw_ szczegółów – wskakuj dalej! 🙂

Wpis powstał we współpracy z czytam.pl

Dziewczyna, kobieta, inna

Bernardine Evaristo, wyd. Wydawnictwo Poznańskie

Wielka Brytania. Kraj wolności, dobrobytu, równości. Każdy może być tu kim chce i spełnić każde swoje marzenie. Czyżby?

W “Dziewczynie, kobiecie, innej” czytamy o kobietach żyjących w Wielkiej Brytanii. Ale nie są to kobiety bogate, uprzywilejowane, białe. Poznajemy imigrantki, ich dzieci, przyjaciółki, partnerki. Tytuł każdego rozdziału to imię jednej bohaterki. Nie są to jednak kobiety zawieszone w próżni. Ich losy przeplatają się lub stykają ze sobą w różnych momentach ich życia.

Bernardine Evaristo podnosi w swojej powieści dużo aktualnych tematów: feminizm, prawa społeczności LGBTQ+, w tym również osób trans i niebinarnych, problem rasizmu czy klasizmu. Książka uwrażliwia na wszystkie te kwestie. Otwiera również głowę na perspektywę innych ludzi.

Zarówno tematyka książki, jak i język, w jakim jest napisana, jest niezwykle inkluzywny. Dla mnie, osoby na co dzień nie mierzącej się z takimi problemami, to ważna lekcja pokory.

“Dziewczyna, kobieta, inna” to bardzo ważna książka, podejmująca istotne społecznie wątki. Choć napisana jest przez kobietę i dotyczy kobiet, jestem przekonana, że mężczyźni również mogą z niej wiele zaczerpnąć dla siebie.

Powinnyśmy celebrować to, że o wiele więcej kobiet dzisiaj rekonfiguruje feminizm, a ruchy oddolne rozprzestrzeniają się z prędkością światła, miliony kobiet się budzą i uświadamiają sobie, że mogą przejmować władzę nad światem, że są jednostkami z pełnią barw.

“Dziewczyna, kobieta, inna” Bernardine Evaristo

“W głowie się poprzewracało”

Hania Sywula, wyd. Altenberg

Tę książkę zażyczyłam sobie na urodziny. Bo czy można zrobić sobie lepszy prezent, niż zadbanie o swoją głowę?

Ta książka to wyjątkowa pozycja na polskim rynku wydawniczym. Napisana przez Youtuberkę i studentkę psychologii, Hanię Es, jest podręcznikiem psychoedukacji. Ileż tam jest wiedzy! Podanej w lekkiej, przystępnej i zrozumiałej formie, która nie wprawia czytelnika_czki w zakłopotanie z powodu swojej niewiedzy, ale powoduje zaciekawienie tematem. Warto dodać, że jest to aktualna wiedza psychologiczna.

Każdy rozdział zawiera krótki felieton, w którym Hania dzieli się swoim doświadczeniem choroby i zdrowienia. Później następuje część merytoryczna, gdzie dowiadujemy się o różnych teoriach psychologicznych, eksperymentach i mechanizmach dziejących się w naszych głowach. Ta część kończy się krótkim podsumowaniem najważniejszych treści. Ostatnia (i według mnie, najbardziej wartościowa) część to ćwiczenia. Są one doskonałym materiałem do pracy własnej ale też trapeutycznej. Bez trudu jestem w stanie wyobrazić sobie, że terapeuta korzysta z tej książki. Ach, no i jeszcze smaczek. Bibliografia podzielona i spisana rozdziałami. Dla mnie miód ♥ Lubię mieć ustystematyzowane i poukładane rzeczy, ale w porządki jestem słaba. Więc jeśli ktoś poda mi na tacy przygotowane i opracowane rzeczy, a ja mogę po nie sięgnąć kiedy chcę i potrzebuję, bo wiem, że tam są – jestem szczęśliwa 😉

Czytelnik_czka może odnaleźć w tej pozycji dużo wsparcia i poczucia “nie tylko ja tak mam”. Porusza, wzrusza, ale też bywa zabawna. Hania wplatała sporo anegdotek popkulturowych. Mnie śmieszy 😀

To także dobra baza do dalszego zdobywania wiedzy. Może też być impulsem do wybrania się na psychoterapię.

Bardzo się cieszę, że ta książka została wydana. Jest bardzo ważna i potrzebna, bo w społeczeństwie temat zdrowia psychicznego wciąż jest bagatelizowany. A to źle. Wnoszę o wprowadzenie “W głowie się poprzewracało” do kanonu lektur.

#LOVE jak kochać w XXI wieku

dr Olga Kamińska, wyd. Znak

Ta książka jest typowym przykładem tego, że nie należy oceniać po okładce 😉 Nie moja estetyka. Obejrzałam ją sobie dokładnie z każdej strony, sprawdziłam, kim jest autorka (doktorką psychologii i wykładowczynią na SWPS) i pomyślałam, że skoro napisała ją badaczka z SWPS, to nie może być zła.

youtube.com

Nie pomyliłam się. Ten poradnik o związkach obejmuje szeroki zakres tematyczny. Podobnie jak w przypadku wcześniejszej książki, tak i tu mamy do czynienia z aktualną wiedzą psychologiczną, popartą mnóstwem badań i eksperymentów. Nie znajdziemy tu jednak tylko psychologii. Miłość i jej postrzeganie są uwarunkowane wieloma czynnikami. Mamy tu więc perspektywę historyczną, etnologiczną, antropologiczną, biologiczną, neurologiczną, socjologiczną, kulturową.

Po każdym rozdziale autorka umieszcza biblioteczkę – zbiór tytułów filmów i książek, do których warto sięgnąć w poruszanym w rozdziale temacie. To znów kolejny prezent dla mnie ♥

Wiedza w “#LOVE” podana jest w sposób rzetelny, ale i przystępny. Nie przytłacza naukowym językiem.

Na szczególną uwagę zasługuje tutaj rozdział o stylach przywiązania. Ludzie złoci! To był najlepszy tekst jaki na ten temat czytałam. Obrazowo pokazuje w jaki sposób wytwarzają się style przywiązania odnosząc się do przeprowadzanego w tym temacie badania. Dalej autorka opisuje w jaki sposób osoby w danym stylu będą w dorosłości wchodziły w relacje i jakie mogą mieć trudności. No i coś, przy czym w mojej głowie rozległy się famfary. Ludzie nie mają jednego tylko stylu przywiązania! Te style się mieszają, jeden może być dominujący, inny trochę utrudniać życie. Zawsze było to dla mnie niezrozumiałe, w jaki sposób można skategoryzować więzi międzyludzkie w trzech kategoriach, z czego tylko jedna jest właściwa. No i oto znalazłam satysfakcjonujące mnie wyjaśnienie. Dziękuję!

Jestem fanką ciekawostek. Niewiele z nich zapamiętuję na dłużej, ale z fascynacją oglądam wszystkie dokumenty Davida Attenborough. To samo czułam czytając tę pozycję. To książka-ciekawostka. O mózgu, mechanizmach działania, ewolucji. O ludziach w ogóle. Dowiedziałam się np. że Czyngis-chan jest ojcem 8% mężczyzn w 16 azjatyckich populacjach. Jak mi nie wierzycie, sprawdźcie sami!

Ponieważ jest to poradnik, znajdziemy w nim również praktyczne porady i wskazówki, jak budować stabilny i szczęśliwy związek. Nie są one, według mnie, narzucające się i zero-jedynkowe. Są pewną propozycją, z której można skorzystać.

Dodatkowym atutem jest to, że “#LOVE” bardzo szybko się czyta. Mi zajęło to dwa dni, a nie wygrałabym w konkursie szybkiego czytania. Mam na myśli, że czytam dość wolno.

“#LOVE” to książka dla ciekawskich. Dla tych, którzy chcą się czegoś dowiedzieć. Dużo ciekawego kontentu dla fanów mózgów, hormonów i ewolucji 😉 Kolejna ważna i potrzebna książka!

zdjęcie ze strony lubimyczytać.pl

Mam nadzieję, że moje krótkie recenzje tych tytułów były dla Was inspirujące. A może ktoś przekona się, że po któryś z nich warto sięgnąć.

Jeśli podobał Ci się mój wpis, prześlij go dalej! Włożyłam w niego dużo pracy i będzie mi bardzo miło, jeśli dotrze do szerszego grona odbiorców 🙂

Trzymajcie się zdrowo ♥

Cześć!

Co dają książki? Biblioterapia

Pewni znani Starsi Panowie śpiewali, że piosenka jest dobra na wszystkoI oczywiście mieli rację. O wpływie muzyki na emocje pisałam tu. Dziś jednak, myśląc o panaceum na bolączki wszelakie, myślę o książce.

Mając ostatnio dość trudny i stresujący czas, zastanawiałam się, co mogę zrobić, by sobie pomóc. Męczyć się nie lubię, więc ćwiczenia fizyczne odpadają. Zresztą, z pracy z maluchami wracam tak zmęczona fizycznie, że dokładanie sobie odniosłoby odwrotny skutek. A może nie? Malowanie, rysowanie, wyklejanie – potem mam bałagan, a bałagan mnie stresuje. Pomyślałam więc, co sprawia mi największą przyjemność, na co zawsze najbardziej czekam. Odpowiedź brzmiała: na moment wieczornej ciszy z książką.

Dlatego właśnie poświęcam codziennie, chociaż chwilę na przeczytanie rozdziału książki, inspirującego artykułu, wiersza czy opowiadania.

Czytanie pozwala mi oderwać się od codziennych problemów. Przenieść się w świat zupełnie inny niż mój. Poznać inną perspektywę, dowiedzieć się, jak żyją inni ludzie. Poczuć, że ktoś przeżywa coś podobnego, jak ja. Pobudzić szare komórki, czerpać przyjemność ze słów, tego, jak układają się w zdania, zdania w akapity.

Co jest dla mnie szczególnie ważne, jest to aktywność CICHA i SAMODZIELNA. Jestem introwertyczką. Kocham ciszę, mój wewnętrzny świat, najlepiej odpoczywam sama, w moim domu. Moja codzienna aktywność znacznie jednak od tego odbiega. Spędzam codziennie 8 godzin z grupą szalonych dwulatków. Po tym czasie odbieram moją osobistą dwulatkę i wracam z nią do domu. Życie introwertycznych rodziców nie jest proste. Dlatego ten czas bycia ze sobą jest mi potrzebny tak samo, jak obiad, porcja serotoniny w kapsułce czy ubranie się adekwatnie do pogody.

Mając też wiedzę z zakresu arteterapii, świadomie stosuję auto biblioterapię jako codzienny selfcare. Czytanie nie tylko jest formą zdobywania wiedzy. Posiada również szereg innych funkcji: kompensuje poczucie bezsensu, inspiruje do pewnych zachowań, pomaga rozwiązywać życiowe zadania, kształtuje umiejętności werbalne i estetyczne, uwrażliwia na doznania płynące z wewnątrz oraz z zewnątrz, kształtuje system wartości i cele życiowe, pozwala na przeżycie nieuświadomionych uczuć, daje możliwość odreagowania i w końcu – zapewnia rozrywkę.

Cieszy mnie również fakt, że zaczęłam oddzielać czytanie w celu zdobywania wiedzy i czytanie jako formę dbania o higienę psychiczną. Nie za bardzo bowiem relaksowała mnie wieczorna lektura poradnika o żywieniu dzieci, ale powieść, opowiadanie czy esej już tak.

Jestem ciekawa, jaką rolę w Waszym życiu odgrywają książki i czy lektura też Was odpręża, a może wręcz przeciwnie – nudzi Was i stresuje? 🙂

Do przeczytania w następnym wpisie!

#polecANKA № 12

Coś dziwnego wisi w powietrzu, mamo moja kochana” śpiewa Micromusic. I trzeba przyznać, że tak jest. Nie mam na celu określania się w tym miejscu z moi stanowiskiem w sprawach społecznych, bo chcę, by każdy bez względu na przekonania, wyznanie, wiek, stan cywilny, płeć czy orientację seksualną, mógł znaleźć u mnie coś, co zabierze do siebie i będzie mu pomagało w trudnych chwilach. A takie niewątpliwie przeżywamy.

Kiedy myślałam, co mogłabym Wam dziś zaproponować, przypomniałam sobie, że na ostatnich zajęciach z planowania terapii, kolega wspomniał Pollocka. A w przeżywaniu i porządkowaniu emocji i stanów, ekspresja jest doskonałym narzędziem.

Chcę Wam więc dziś przedstawić ćwiczenie oparte na malarstwie gestu. Czym ono jest? Inaczej nazywane action painting, malarstwo gestu zakłada spontaniczny, intuicyjny a nawet agresywny sposób malowania, który płynie z gestu i ciała. Co to oznacza? Malując, wyrażamy się nie tylko poprzez dzieło, kolory, perspektywę, rozplanowanie przestrzeni, ale też przez nasze ciało. Gesty mogą być łagodne, delikatne, ale też intensywne, agresywne, powolne lub szybkie. W malarstwie gestu najważniejszy jest proces tworzenia, bo w nim zachodzą procesy uwalniające i pozwalające na przeżycie swoich emocji i rozładowanie powstałych napięć.

Zatem, co będzie nam potrzebne?

  • przestrzeń, najlepiej zabezpieczona przed zabrudzeniem lub taka, gdzie zabrudzenie nam nie będzie przeszkadzało
  • arkusz papieru (a może kawałek ściany?)
  • farby
  • pędzel
  • woda
  • czas na spokojne przeżycie procesu tworzenia

Kolory mają znaczenie. Przez nie możemy wpływać na swoje samopoczucie lub je wyrażać. Dziś skupimy się na tym drugim.

Przygotowałam dla Was zestaw kolorów, z których możecie skorzystać, ale oczywiście, jeśli tylko macie ochotę, stwórzcie własny!

  • żółty – radość, szczęście
  • czerwony – siła, gniew
  • niebieski – smutek, żal
  • zielony – spokój, nadzieja
  • czarny – strach

Pomyśl, jak się czujesz. Od którego koloru chcesz zacząć? Namocz pędzel w wodzie, nabierz farby i strzepnij z pędzla na papier. Postaraj się, aby wykonywany gest był adekwatny do emocji, którą chcesz wyrazić oraz jej intenywności. Np. wyrażając gniew, nie bój się mocnych, intensywnych, agresywnych gestów. Chodzi o wyrażenie gniewu, a więc wręcz o zmęczenie się fizyczne.

fot. Anna Mitura

Nie myśl, czy to, co powstanie będzie ładne. Nie musi być. Maluj wsłuchując się w swoje ciało, w konkretną emocję. Możesz chcieć wyrazić ich kilka, a możesz chcieć skupić się na jednej. Maluj tak długo, aż poczujesz, że napięcie opadło. Daj sobie czas. Pobądź z tą emocją. Nie oceniaj jej, popatrz na jej wyraz na papierze. A na koniec, zrób z nim, co chcesz. Zniszcz i wyrzuć. Powieś na ścianie. Schowaj, by móc do tego wrócić. To zależy od Ciebie.

Do tej aktywności możecie również zaangażować dzieci. Młodsze mogą malować rękami (to jest dopiero malarstwo gestu!), starsze mogą próbować chlapać na papier. Starajcie się jednak zbytnio nie ingerować w proces twórczy dziecka (jeśli nie jest dla niego niebezpieczny, czyli np. nie zjada farb), twórzcie swobodnie, obok siebie lub razem. Ze starszym dzieckiem można później porozmawiać o użytych kolorach, sposobach malowania. WAŻNE: bez oceniania i wartościowania!

Na koniec zobaczcie jeden z obrazów Pollocka.

Przyjemnej ekspresji!

źródło: pinterest.com

#polecANKA № 11

Żyjemy w dziwnych czasach. Bardzo łatwo zakopać się w czarnych myślach, stres spina całe nasze ciała, zabiera nam spokojny sen. Martwimy się o siebie, o bliskich, o pracę. Często niestety jest też tak, że nie mamy z kim podzielić się tymi wszytkimi obawami.

Nie jestem psycholożką ani psychoterapeutką. Jednak przygotowuję się do zawodu arteterapeutki i terapeutki zajęciowej, czyli osoby, która wspiera ludzi w trudnych sytuacjach życiowych. Jednym z moich celów, jest wspieranie Was w utrzymywaniu higieny i dobrostanu psychicznego, bo czuję, że jest to temat zaniedbany, a bardzo nam wszystkim potrzebny.

Dziś mam dla Was pomysł raczej długofalowy. Chciałabym go przedstawić w dwóch wersjach: samodzielnej i rodzinnej, bo jest to coś, co możemy zrobić zarówno dla siebie samych, jak i wspólnie z naszą rodziną.

Proponuję Wam dziennik wdzięczności. Brzmi banalnie? Pewnie tak. Ale chciałabym, żebyście teraz przez chwilę pomyśleli, na co zwracacie uwagę w ciągu dnia. Najpierw sami. Czy doceniacie, że możecie wyjść na spacer, poczytać dla przyjemności, uczyć się, wypić ciepłą kawę? Czy raczej skupiacie się na zmęczeniu, pośpiechu, tym, że jeszcze tyle rzeczy do zrobienia, a znowu stoicie w korku?

A teraz w rodzinie. Czy zauważacie, że Wasz partner/partnerka zrobił/zrobiła zakupy, czy doceniacie wspólne czytanie czy budowanie z klocków z dzieckiem? Czy raczej widzicie to, że naczynia znów nie umyte, pranie nie wstawione, kredki znów rozsypane i kolejna afera o nie ten kolor skarpetek?

W praktyce wdzięczności chodzi o to, by odwócić perspektywę. Nie o wypieranie trudnych spraw, czy sytuacji, nie o oszukiwanie się, że wszystko jest ok, kiedy nie jest. Ale o to, by nawet w cholernie trudnym dniu czy sytuacji dostrzegać te pozytywy, którym najczęściej nie poświęcamy uwagi w ogóle lub uważamy je za oczywiste.

Różne są sposoby na praktykowanie wdzięczności. Słoik z małymi karteczkami, pamiętnik, modlitwa, notatki w telefonie. Ja chcę Wam pokazać dziennik wdzięczności, ale w nieco innej formie.

Tradycyjny dziennik to słowa. Piszemy, opiujemy, porządkujemy, relacjonujemy. Ale możemy również rysować, malować, wyklejać. Takie aktywności bardziej sprzyjają uważności, bo częściej trwają dłużej niż pisanie ale też pozwalają wyrazić to, czego często nie potrafimy oddać słowami, a możemy wyrazić kolorami, kreską, techniką. Nie musimy umieć tego nazywać, ale będzie to dla nas pozytywne wrażenie, odczucie, które odczujemy, gdy do tego np. rysunku, wrócimy.

Jak to zrobić?

Możesz założyć zeszyt lub notatnki, w którym codziennie będziesz zostawiać ślad po sprawach, które danego dnia były dla Ciebie ważne, za które czujesz wdzięczność. Mogą to być rysunki, symbole, abstrakcje, do których użyjesz określonych kolorów. Wklejony bilet do kina, paragon za prezent dla samego/samej siebie. Zdjęcie ze spotkania z kimś ważnym, jedno słowo napisane kolorem, który oddaje wywoływane przez nie uczucie albo wrażenie.

A jak to zrobić z dzieckiem?

Tu również możecie prowadzić zeszyt, albo założyć teczkę, do której będziecie wkładać Wasze wspólne prace. Mam poczucie, że dużo czasu poświęcamy rozmowom z dziećmi o tych trudnych emocjach jak złość, zazdrość, smutek i temu, jak sobie z nimi radzić, a mało uwagi dajemy radości, dumie, wdzięczności, przyjemności, którą sprawia nam dana chwila. Kiedy usiądziemy z dzieckiem nad kartką i będziemy rysować to, co danego dnia było dla nas miłe, pokażemy mu, że w życiu nie uważamy tylko na to, co trudne, ale też to, co przyjemne. I tutaj w zasadzie wszystko zależy od Waszej inwencji, wieku dziecka, tego, co akurat macie pod ręką. Możecie rysować, wyklejać plasteliną, bibułą, malować farbami, przyklejać liście zebrane na wspólnym spacerze. Może to być narysowana jakaś sytuacja, symbol, przedmiot. Dla dzieci jest to też dużo łatwiejsze niż pisanie, bo po pierwsze, przez całkiem sporo lat nie potrafią tego robić. Po drugie, daje im możliwość wyrażenia siebie i samodzielnego działania. Bo oczywiście, możemy wspólnie pisać. Ale do pewnego momentu i w pewnym stopniu, odbiera to dziecku możliwość aktywnego współtworzenia dziennika.

A po co to wszystko robić?

Po pierwsze dlatego, że uczymy się dostrzegania pozytywów w naszym życiu, a to zmienia perspektywę jego przeżywania. Po drugie, dlajemy sobie przestrzeń na działanie twórcze, które relaksuje, wycisza układ nerwowy, pozwala być tu i teraz. Po trzecie, tworzymy sobie bazę pozytywnych wspomnień, swoich własnych lub rodzinnych, a to, w tym drugim przypadku, jest czynnikiem bardzo spajającym i tworzącym tożsamość grupy. I po czwarte – by w trudnych chwilach, móc sięgnąć do czegoś, co jest reprezentacją dobra w naszym życiu. A to najzwyczajniej w świecie nam pomaga. Dlaczego by więc nie zrobić tego dla samego/samej siebie? 😉