Książki z maja 2021 cz. 2

Mój maj, pod względem czytelniczym, obfitował w same wspaniałości. Miałam przyjemność spędzić czas z literaturą piękną i popularnonaukową. Ta pierwsza dostarczyła mi wielu wzruszeń i radości obcowania z literaturą. Ta druga przyniosła dużo wiedzy.

Jeśli jesteś ciekaw_ szczegółów – wskakuj dalej! 🙂

Wpis powstał we współpracy z czytam.pl

Dziewczyna, kobieta, inna

Bernardine Evaristo, wyd. Wydawnictwo Poznańskie

Wielka Brytania. Kraj wolności, dobrobytu, równości. Każdy może być tu kim chce i spełnić każde swoje marzenie. Czyżby?

W “Dziewczynie, kobiecie, innej” czytamy o kobietach żyjących w Wielkiej Brytanii. Ale nie są to kobiety bogate, uprzywilejowane, białe. Poznajemy imigrantki, ich dzieci, przyjaciółki, partnerki. Tytuł każdego rozdziału to imię jednej bohaterki. Nie są to jednak kobiety zawieszone w próżni. Ich losy przeplatają się lub stykają ze sobą w różnych momentach ich życia.

Bernardine Evaristo podnosi w swojej powieści dużo aktualnych tematów: feminizm, prawa społeczności LGBTQ+, w tym również osób trans i niebinarnych, problem rasizmu czy klasizmu. Książka uwrażliwia na wszystkie te kwestie. Otwiera również głowę na perspektywę innych ludzi.

Zarówno tematyka książki, jak i język, w jakim jest napisana, jest niezwykle inkluzywny. Dla mnie, osoby na co dzień nie mierzącej się z takimi problemami, to ważna lekcja pokory.

“Dziewczyna, kobieta, inna” to bardzo ważna książka, podejmująca istotne społecznie wątki. Choć napisana jest przez kobietę i dotyczy kobiet, jestem przekonana, że mężczyźni również mogą z niej wiele zaczerpnąć dla siebie.

Powinnyśmy celebrować to, że o wiele więcej kobiet dzisiaj rekonfiguruje feminizm, a ruchy oddolne rozprzestrzeniają się z prędkością światła, miliony kobiet się budzą i uświadamiają sobie, że mogą przejmować władzę nad światem, że są jednostkami z pełnią barw.

“Dziewczyna, kobieta, inna” Bernardine Evaristo

“W głowie się poprzewracało”

Hania Sywula, wyd. Altenberg

Tę książkę zażyczyłam sobie na urodziny. Bo czy można zrobić sobie lepszy prezent, niż zadbanie o swoją głowę?

Ta książka to wyjątkowa pozycja na polskim rynku wydawniczym. Napisana przez Youtuberkę i studentkę psychologii, Hanię Es, jest podręcznikiem psychoedukacji. Ileż tam jest wiedzy! Podanej w lekkiej, przystępnej i zrozumiałej formie, która nie wprawia czytelnika_czki w zakłopotanie z powodu swojej niewiedzy, ale powoduje zaciekawienie tematem. Warto dodać, że jest to aktualna wiedza psychologiczna.

Każdy rozdział zawiera krótki felieton, w którym Hania dzieli się swoim doświadczeniem choroby i zdrowienia. Później następuje część merytoryczna, gdzie dowiadujemy się o różnych teoriach psychologicznych, eksperymentach i mechanizmach dziejących się w naszych głowach. Ta część kończy się krótkim podsumowaniem najważniejszych treści. Ostatnia (i według mnie, najbardziej wartościowa) część to ćwiczenia. Są one doskonałym materiałem do pracy własnej ale też trapeutycznej. Bez trudu jestem w stanie wyobrazić sobie, że terapeuta korzysta z tej książki. Ach, no i jeszcze smaczek. Bibliografia podzielona i spisana rozdziałami. Dla mnie miód ♥ Lubię mieć ustystematyzowane i poukładane rzeczy, ale w porządki jestem słaba. Więc jeśli ktoś poda mi na tacy przygotowane i opracowane rzeczy, a ja mogę po nie sięgnąć kiedy chcę i potrzebuję, bo wiem, że tam są – jestem szczęśliwa 😉

Czytelnik_czka może odnaleźć w tej pozycji dużo wsparcia i poczucia “nie tylko ja tak mam”. Porusza, wzrusza, ale też bywa zabawna. Hania wplatała sporo anegdotek popkulturowych. Mnie śmieszy 😀

To także dobra baza do dalszego zdobywania wiedzy. Może też być impulsem do wybrania się na psychoterapię.

Bardzo się cieszę, że ta książka została wydana. Jest bardzo ważna i potrzebna, bo w społeczeństwie temat zdrowia psychicznego wciąż jest bagatelizowany. A to źle. Wnoszę o wprowadzenie “W głowie się poprzewracało” do kanonu lektur.

#LOVE jak kochać w XXI wieku

dr Olga Kamińska, wyd. Znak

Ta książka jest typowym przykładem tego, że nie należy oceniać po okładce 😉 Nie moja estetyka. Obejrzałam ją sobie dokładnie z każdej strony, sprawdziłam, kim jest autorka (doktorką psychologii i wykładowczynią na SWPS) i pomyślałam, że skoro napisała ją badaczka z SWPS, to nie może być zła.

youtube.com

Nie pomyliłam się. Ten poradnik o związkach obejmuje szeroki zakres tematyczny. Podobnie jak w przypadku wcześniejszej książki, tak i tu mamy do czynienia z aktualną wiedzą psychologiczną, popartą mnóstwem badań i eksperymentów. Nie znajdziemy tu jednak tylko psychologii. Miłość i jej postrzeganie są uwarunkowane wieloma czynnikami. Mamy tu więc perspektywę historyczną, etnologiczną, antropologiczną, biologiczną, neurologiczną, socjologiczną, kulturową.

Po każdym rozdziale autorka umieszcza biblioteczkę – zbiór tytułów filmów i książek, do których warto sięgnąć w poruszanym w rozdziale temacie. To znów kolejny prezent dla mnie ♥

Wiedza w “#LOVE” podana jest w sposób rzetelny, ale i przystępny. Nie przytłacza naukowym językiem.

Na szczególną uwagę zasługuje tutaj rozdział o stylach przywiązania. Ludzie złoci! To był najlepszy tekst jaki na ten temat czytałam. Obrazowo pokazuje w jaki sposób wytwarzają się style przywiązania odnosząc się do przeprowadzanego w tym temacie badania. Dalej autorka opisuje w jaki sposób osoby w danym stylu będą w dorosłości wchodziły w relacje i jakie mogą mieć trudności. No i coś, przy czym w mojej głowie rozległy się famfary. Ludzie nie mają jednego tylko stylu przywiązania! Te style się mieszają, jeden może być dominujący, inny trochę utrudniać życie. Zawsze było to dla mnie niezrozumiałe, w jaki sposób można skategoryzować więzi międzyludzkie w trzech kategoriach, z czego tylko jedna jest właściwa. No i oto znalazłam satysfakcjonujące mnie wyjaśnienie. Dziękuję!

Jestem fanką ciekawostek. Niewiele z nich zapamiętuję na dłużej, ale z fascynacją oglądam wszystkie dokumenty Davida Attenborough. To samo czułam czytając tę pozycję. To książka-ciekawostka. O mózgu, mechanizmach działania, ewolucji. O ludziach w ogóle. Dowiedziałam się np. że Czyngis-chan jest ojcem 8% mężczyzn w 16 azjatyckich populacjach. Jak mi nie wierzycie, sprawdźcie sami!

Ponieważ jest to poradnik, znajdziemy w nim również praktyczne porady i wskazówki, jak budować stabilny i szczęśliwy związek. Nie są one, według mnie, narzucające się i zero-jedynkowe. Są pewną propozycją, z której można skorzystać.

Dodatkowym atutem jest to, że “#LOVE” bardzo szybko się czyta. Mi zajęło to dwa dni, a nie wygrałabym w konkursie szybkiego czytania. Mam na myśli, że czytam dość wolno.

“#LOVE” to książka dla ciekawskich. Dla tych, którzy chcą się czegoś dowiedzieć. Dużo ciekawego kontentu dla fanów mózgów, hormonów i ewolucji 😉 Kolejna ważna i potrzebna książka!

zdjęcie ze strony lubimyczytać.pl

Mam nadzieję, że moje krótkie recenzje tych tytułów były dla Was inspirujące. A może ktoś przekona się, że po któryś z nich warto sięgnąć.

Jeśli podobał Ci się mój wpis, prześlij go dalej! Włożyłam w niego dużo pracy i będzie mi bardzo miło, jeśli dotrze do szerszego grona odbiorców 🙂

Trzymajcie się zdrowo ♥

Cześć!

Książki z kwietnia 2021

We wpisie o “biblioterapii” (tu) pisałam, że codziennie czytam choć kilka stron i traktuję ten zwyczaj jako selfcare.

W kwietniu wyszły z tego cztery przeczytane w całości książki i jedna porzucona, ale o tym może innym razem.

Patrzę na tytuły książek, które przeczytałam i mam poczucie, że zafundowałam sobie ciężki czytelniczy miesiąc. Już spieszę z bardziej szczegółowym wyjaśnieniem.

“Rok 1984” George Orwell

Od dłuższego czasu chciałam sięgnać po tę książkę. W końcu się udało. Choć może raczej, w końcu sięgnęłam i przeczytałam.

Początek był dla mnie trudny. Musiałam wgryźć się w język Orwella, wymagała ode mnie też sporego skupienia, ze względu na osoby i wydarzenia opisywane w powieści. Przyznam, że już myślałam, że “Rok 1984” zasili szeregi książek porzuconych. Jednak tak się nie stało.

W miarę czytania, pojawiało się coraz więcej pytań i wątpliwości. Nie wiedziałam już, czy prawdą jest to, co twierdzi bohater czy to, co twierdzi Partia. Chciałam więc dowiedzieć się jak najwięcej o historii Winstona, angsocu, prowadzonej wojnie i Partii. Ale od początku.

Bohaterem powieści jest Winston Smith mieszkający w Londynie w 1984 roku. Londyn zaś jest miejscowością w państwie o nazwie Oceania – jednym z trzech mocarstw powstałych po II Wojnie Światowej. Oceania, Eurazja i Azja Wschodnia to państwa, które na zmianę prowadzą ze sobą wojnę i wchodzą w sojusz. Panujący w Oceanii ustrój to angsoc, czyli skrajna wersja socjalizmu angielskiego. Nad wszystkim, dosłownie, czuwa Wielki Brat, a władzę sprawuje Partia.

To powieść o propagandzie, władzy, szukaniu prawdy i człowieczeństwa. Nie brakuje w niej dreszczyku emocji, konspiracji, obaw.

W “Roku 1984” można zobaczyć świat w krzywym zwierciadle, choć ja miałam nieodparte wrażenie, że to nie zwierciadło jest krzywe, ale świat.

“Rok 1984” to książka uniwersalna, obnażająca wady systemów i ustrojów. Zmusza do myślenia i zweryfikowania własnych postaw. Bardzo się cieszę, że zdecydowałam się w końcu na tę lekturę. Teraz już rozumiem, dlaczego jest to jedna z najważniejszych powieści w historii literatury i absolutnie przyłączam się do tego głosu.

Zdjęcie ze strony empik.com

“Zdażyć przed Panem Bogiem” Hanna Krall

Rozmawiając o tej książce z moim mężem dowiedziałam się, że jest to lektura w liceum. Nie wiem, co prawda, czy nie czytałam jej w szkole, bo akurat nie była w naszym kanonie, czy ominęły mnie te lekcje (nie za często bywałam w szkole). W każdym razie jej nie czytałam.

Przyznam, że mimo niewielkich rozmiarów, była to dla mnie trudna lektura. Nie mogłam skupić się na wątkach, odnaleźć w narracji i do pewnego momentu, nie wiedziałam, o czym czytam.

Jest to jednak bardzo ważna książka, dzięki której możemy po raz kolejny przekonać się, że świat nie jest czarno-biały i wszystko zależy od okoliczności, w jakich się znajdziemy. Osobiście, była to dla mnie kolejna lektura dotykająca tematu wojny, z której płynie lekcja “nie oceniaj”. Świat bez wojny jest zupełnie inny niż ten, w którym toczy się wojna. Decyzje podejmowane wtedy, nie mogą podlegać ocenie z dzisiejszej perspektywy.

Myślę jeszcze o jednej rzeczy. W rozmowach z osobami, które przeżyły wojnę, wybrzmiewa bardzo wyraźnie “nie pytajcie”. Z naszej strony jest chęć zrozumienia, ciekawość (nie wścibskość). Z drugiej, jest rozgrzebywanie ran, poczucie bycia ocenianym i poczucie nieprzystawalności. Tak to rozumiem.

Na koniec jeszcze jedno pytanie, z którym również zetknęłam się nie po raz pierwszy. “Jakie to dziś ma znaczenie?”

Zdjęcie ze strony empik.com

“Czuła Przewodniczka. O kobiecej drodze do siebie”. Natalia de Barbaro

Niezwykle ważna książka. Jedna z tych, o których mówię “MUSISZ ją przeczytać!” Oczywiście, nikt nic nie musi, ale z całą pewnością, po lekturze “Czułej Przewodniczki” świat nie jest już taki sam.

Spodziewałam się typowego psychologiczno-kołczowego poradnika. Z tych, które mówią “zrób to i znajdziesz szczęście! GWARANTUJĘ!” Zamiast tego, dostałam pełną wrażliwości i wyczucia podróż wgłąb siebie i każdej innej kobiety.

Autorka nie zarzuca czytelniczek potokiem psychologicznych pojęć i zwrotów, które dla zwykłego człowieka niewiele znaczą, a jedynie mądrze wyglądają. Nie zwraca się do czytelniczek z góry, z jakiegoś meta poziomu, do którego, być może, przy odrobinie szczęścia i całej kupie samozaparcia (bo przecież chcieć, to móc i wszystko jest kwestią organizacji…) kiedyś, na chwilę się zbliżysz. Ale tylko, żeby poczuć atmosferę chwały, bo przecież autorki nie zdetronizujesz nigdy. W “Czułej Przewodniczce” tego nie ma. Natalia de Barbaro staje na równi z czytelniczką. Trochę tak, jak dorosły, który siada na dywanie z dziećmi i opowiada im historie, w sposób dla nich zrozumiały. Jest równy, bliski i choć bardziej doświadczony, nie wywyższający się z tego powodu.

“Czuła Przewodniczka” to książka spokój, inspiracja, wzruszenie. Celowo stosuję tu formę rzeczowników. Myślę, że każda z nas może tę lekturę rozumieć inaczej, co innego z niej dla siebie wziąć, z czym innym w sobie się skonfrontować. Jednak ta konfrontacja nie powoduje strachu, paraliżu, poczucia gorszości. To raczej dostrzeżenie czegoś w sobie, a zaraz potem poklepanie po ramieniu ze słowami “nie martw się, wszystkie tak mamy”.

“Bezmatek” Mira Marcinów

Usłyszałam, że jeśli podobały mi się “Pestki” Anny Ciarkowskiej, to “Bezmatek” sposoba mi się też, bo to bardzo podobne książki. Po przeczytaniu “Bezmatka”, zupełnie się z tym nie zgadzam.

“Bezmatek” to opowieść o relacji matki i córki, opowiedziana z perspektywy córki. Całość zaczyna się, gdy bohaterka, która jest jednocześnie narratorką, jest małą dziewczynką, kończy się kilka lat po śmierci matki. I właśnie o tym jest ta książka. O umieraniu. O śmierci.

Z jednej strony “Bezmatek” był mi bliski. Akcja dzieje się na Pomorzu Zachodnim. Choć nie znamy nazwy miejscowości, w której mieszkają bohaterki, to bywają one w Koszalinie czy w Mielnie. To było dla mnie wyjątkowe czytelnicze doświadczenie, bo są to moje rodzinne strony. Stąd bliskość.

Z drugiej, lektura “Bezmatka” powodowała ogromne przygnębienie. Czułam się, jakby ktoś zdrapywał mi strupy i posypywał solą. To robił mi, nie tyle temat śmierci, ile umierania. W tej książce, umieranie trwa długo. Długo czytając o umieraniu, długo dotykałam własnego smutku.

Dlaczego nie zgadzam się z porównaniem “Bezmatka” do “Pestek”? “Pestki” Anny Ciarkowskiej są, w moim odczuciu, o tym, co zbudowało bohaterkę. Nie są to pozytywne doświadczenia, zdania, opinie, nazywane właśnie pestkami. Jednak są tym, co bohaterkę tworzy. “Bezmatek” jest o rozkładzie. O tym, co bohaterka traci, z każdym kolejnym wydarzeniem. O tym, co z niej zostaje na sam koniec.

Oczywiście jest to moja opinia i moje odczucie.

Zdjęcie ze strony empik.com

Na teraz to tyle. Do przeczytania w kolejnym wpisie!

Książki z marca 2021 cz. 1

Nowa seria wpisów reaktywująca nieco mojego bloga 😉 Recenzje książek, które wpadły mi w ręce w minionym miesiącu. Zaczynamy od marca!

W marcu 2021 przeczytałam w całości 3 książki i 2 w okolicach połowy. Są to oczywiście książki dla dorosłych. Ponieważ jestem mamą, na co dzień pracującą z dziećmi, chcę Wam również przedstawić aż 6 propozycji tytułów dziecięcych, które były zdecydowanymi faworytami ostatniego czasu.

Wpis postanowiłam podzielić na dwie części, ze względu na to, że 11 książek to całkiem sporo (ups…). W części pierwszej zapraszam więc do przeczytania o książkach dla dorosłych spoza tematyki parentingowej, w drugiej – książkach dla dzieci i rodziców.

Książki dla dorosłych

Książka o miłości“, wyd. Znak

“Książka o miłości” Małgorzaty Halber i Olgi Drendy, to książka, która (jak głosi jej podtytuł) bawiąc, uczy. To rozmowa dwóch dojrzałych kobiet o miłości, związkach i tym wszystkim, co ich dotyczy. O uważności na siebie i partnera/partnerkę, o tym, jak nie stracić siebie będąc w związku, na czym te związki są budowane i dlaczego umierają. O tym, czego każdy i każda z nas potrzebuje, o blaskach i cieniach życia we dwoje i solo. Słowem – o życiu i podstawowym pragnieniu kochania i bycia kochanym.

Dlaczego ta akurat rozmowa zapisana w postaci książki jest wyjątkowa? Bo to rozmowa elektroniczną. Autorki pisały ją w Google dosc a inspiracją do jej powstania były ich rozmowy na komunikatorach.

Nie jest to książka psychologiczna, choć myślę, że już psychoedukacyjna jak najbardziej. Znajduje się tam mnóstwo nawiązań do popkultury, memów, współczesnego internetowego języka. Jednocześnie jest to książka pełna treści, skłaniająca do refleksji, które robią rzeczy z czytelnikiem czy czytelniczką.

Myślę, że to, co warto wiedzieć sięgając po “Książkę o miłości” to to, że jest ona pisana z perspektywy białych, heteroseksualnych i monogamicznych kobiet, do czego też same autorki się przyznają. Poruszają oczywiście wątek związków jednopłciowych, jednak robią to z pokorą, uznając, że głos w tej sprawie należy oddać zainteresowanym, a nie wypowiadać się za nich lub za nie.

Od jednego Lucypera“, wyd. Wydawnictwo Literackie

O tej książce usłyszałam pierwszy raz od Anny Dziewit-Meller na jej Instagramie i pomyślałam, że może to być coś ciekawego. Później usłyszałam recenzję Joli Szymańskiej, nomen omen bardzo pozytywną, z której dowiedziałam się, o czym jest ta książka i pomyślałam, że to chyba nie dla mnie. Nie planowałam jej czytać. Aż pewnego dnia jedna z bliskich mi osób wcisnęła mi tę powieść w ręce i powiedziała “To jest tak dobre!” i tyle.

Zabrałam więc do domu “Od jednego Lucypera”. Zaczęłam czytać i… przepadłam. TO JEST TAK DOBRE, jest chyba najlepszą recenzją tej książki. To powieść, która cały czas we mnie rezonuje i myślę, że będzie to trwało jeszcze długo.

“Od jednego Lucypera” to historia pewnej rodziny. A tak naprawdę kobiet z tej rodziny. Nie jest to rodzina warszawska, czy krakowska. To prosta rodzina pochodząca ze Śląska. Krok po korku, poznajemy kobiety z każdego pokolenia: współczesną nam Kasię, jej mamę, babcię, jej siostrę i prababcię. Poznajemy rodzinne tajemnice, schematy nieświadomie przekazywane kolejnym pokoleniom, a wraz z nimi traumy. Dotykamy również tematu wykluczenia kobiet w czasie wojny i tuż po niej, zmian systemowych i rewolucji społecznej, która nie miała swojego źródła w samym polskim społeczeństwie, ale została narzucona z zewnątrz.

Ta powieść jest napisana pięknym językiem. Jej zdecydowanym wyróżnikiem jest wplecenie gwary śląskiej w wypowiedziach bohaterów. To bardzo ważna książka o dziedziczeniu traumy, poruszająca wątki społeczne, historyczne i polityczne. Książka o kobietach, napisana przez kobietę, jednak nie tylko dla kobiet.

Zdjęcie okładki ze strony lubimyczytac.pl

Ballada o lutniku“, wyd. Wydawnictwo Poznańskie

O tej książce myślałam, że jest nowością. Bardzo się zdziwiłam, kiedy dowiedziałam się, że pierwsze jej wydanie miało miejsce w 1987 roku.

“Ballada o lutniku” Wiktora Paskowa, to niewielka książka opowiadająca o chłopcu imieniem Wiktor i jego relacji z Georgiem Henigiem, starym lutnikiem. Akcja dzieje się w latach 60′ XX wieku w Bułgarii. Wiktor jest synem muzyka, siłą rzeczy i jemu rodzice planują taką samą ścieżkę.

Opowieść Wiktora jest jednak tylko częścią tej książki. Odgrywa się ona bowiem na tle zmian ustrojowych i społecznych w Bułgarii, państwie, które dopiero powstawało. Dotyka problemu biedy, wykluczenia, podziałów klasowych, a także życia, umierania i w końcu śmierci samej w sobie.

Jak pisze tłumaczka “Ballady o lutniku”, Mariola Mikołajczak, jest to książka wielowarstwowa, na którą składają się historia o przyjaźni małego chłopca i rzemieślnika, warstwa historyczna, będąca świadectwem tamtych czasów i w końcu warstwa filozoficzna.

Ballada o lutniku jest moralitetem, który jest wolny od moralizowania, powieścią historyczną bez opisu wielkich wydarzeń, trzyma w napięciu, choć nie jest książką sensacyjną, wzrusza, mimo że nie ma w niej romantyzmu”. (Mariola Mikołajczak, posłowie do Ballady o lutniku).

Fot. Anna Mitura

Szklany klosz“, wyd. Marginesy

“Szklany klosz” Sylvii Plath to książka, z której przeczytałam dokładnie 53% i nie wiem, czy jeszcze do niej wrócę.

Zdecydowałam się przeczytać tę książkę, ponieważ należy ona do kanonu literatury feministycznej. Jest to jednak powieść ciężka, przygnębiająca (może dlatego, że bohaterka choruje na depresję?), napisana dość specyficznym językiem, przypominającym język “Wielkiego Gatsby’ego”.

Akcja dzieje się w USA a bohaterką jest Esther, dziewczyna, dla której sensem życia jest nauka. Odbywając staż w Nowym Jorku, odkrywa jednak, że nie widzi dla siebie przyszłości a co więcej, nie zgadza się ze społecznymi wymaganiami i oczekiwaniami w stosunku do kobiet. Poznajemy jej rozterki, historie miłosne, w których była zwodzona i oszukiwana, a mimo tego, to jej partnerzy otrzymywali społeczne zrozumienie. W końcu Esther przechodzi załamanie nerwowe.

Dużym plusem tej powieści jest to, że jest ona pisana w pierwszej osobie. Nie patrzymy więc na bohaterkę z góry, nie oceniamy jej, lecz rozumiemy motywy jej postępowania, możemy się z nią utożsamić a w pewnym momencie wręcz odczuć, że to świat “oszalał”, a nie ona.

Być może dam “Szklanemu kloszowi” jeszcze jedną szansę, bo nie jest to zła książka, której nie warto czytać. Jednak na ten moment poczułam się nią bardzo zmęczona, a ponieważ wiem już, że jeśli się coś zaczęło, to nie trzeba tego kończyć 😉 to odkładam ją, do czasu, w którym będę miała na nią przestrzeń. Lub na zawsze 😉

Fot. Anna Mitura

Takie to książki przeczytałam w marcu 2021 roku. Może wybierzecie z nich coś dla siebie? A może dla kogoś innego? Ja w każdym razie wszystkie te książki (nawet “Szklany klosz”) polecam z czystym sumieniem.

Do przeczytania w drugiej części, w której słów kilka napiszę o książkach dla dzieci i rodziców 🙂