Książki z czerwca 2021

Czerwiec był literacko różnorodny. Różni autorzy i autorki, różne czasy, różne tematy. I dobrze! To właśnie kocham w książkach. Każda to oddzielny świat, który w każdej chwili można opuścić. A najbardziej lubię takie, o których myślę cały dzień i nie mogę się doczekać dalszego czytania ♥

Zapraszam zatem: cztery tytuły, dwie autorki, dwóch autorów i moje krótkie podsumowania.

“Bieguni”, Olga Tokarczuk

Z tą książką spędziłam najwięcej czasu. Nie była łatwa. Była to lektura wymagająca wysiłku intelektualnego, ale ten zdecydowanie się opłacił.

“Bieguni” nie są nową książką. Została wydana w 2007 roku a już w kolejnym otrzymywała nagrody. Czemu oczywiście się nie dziwię. Jest to literatura wysokich lotów, doskonała pod względem językowym oraz formy i treści. Czy mogłoby być inczej, gdy autorką jest noblistka?

“Bieguni” to opowieść o podróży. Nie tylko fizycznej, związanej z przemieszczaniem się, ale też do własnego wnętrza. Olga Tokarczuk zabiera czytelniczki i czytelników w wędrówkę po świecie, w podróż w czasie i przestrzeni i w końcu w najbardziej fascynującą ze wszystkich, podróż do wnętrza człowieka. Nie tylko metaforycznie. Jednym z leitmotywów powieści jest historia anatomii i patologii. Wspaniały, intrygujący i pouczający wątek.

Pod względem formalnym, według mnie, książka ta przypomina warkocz. Przeplatają się tam ze sobą wątki, osoby i miejsca, narracja pierwszoosobowa i trzecioosobowa, postaci fikcyjne i realne. Dla mnie właśnie ta forma była największym wyzwaniem, bo przez dużą część książki nie potrafiłam się w niej odnaleźć. Tak naprawdę, nabrała kształtu dopiero na sam koniec.

Według mnie, na tym polega wyjątkowość książek Tokarczuk. Autorka niczego nie podaje na tacy, porusza niezwykle dużo wątków, jednak robi to w sposób subtelny, praktycznie niezauważalny. Do tego wzrusza mnie plastyczność języka. To chyba właśnie największa przyjemność: obcowanie ze słowem, które stało się tworzywem artysty.

“Bieguni” to opowieść o podróżach. Sam tytuł wziął się od nazwy prawosławnego odłamu, w którym to zło zwalczało się poprzez ruch. Książki Olgi Tokarczuk są całością. Od tytułu, przez okładkę, po ostatnie słowo. W nich nic nie jest przypadkowe. Jeśli zastanawiacie się od jakiej książki zacząć czytać Tokarczuk, “Bieguni” są odpowiedzią.

zdjęcie okładki ze strony empik.com

“Człowiek w poszukiwaniu sensu”, Viktor Frankl

Jedna z ważniejszych książek, jakie do tej pory przeczytałam. Wyobrażałam sobie, że będzie to lektura bardzo trudna i obciążająca, a dla mnie wcale taka nie była.

“Człowiek w poszukiwaniu sensu” to opowieść o doświadczeniu życia w obozach koncentracyjnych samego Frankla. Autor opisuje je w eseju, który stanowi pierwszą część książki. Na tle innych tego typu publikacji, historia Frankla jest wyjątkowa. Jest pisana z perspektywy lekarza i psychologa. Znajdziemy tam więc opisy reakcji emocjonalnych, więzi społecznych, dylematów moralnych i motywacji do podejmowania decyzji. Odnoszą się one zarówno do więźniów, jak i do ss-manów. Zdumiewające, jak często pojawiają się tam emocje takie jak ulga, szczęście, radość, zachwyt.

Znajduję tu również wiele obserwacji i opisów podobnych do tych, o których można przeczytać w książkach “Czesałam ciepłe króliki” oraz “Zdażyć przed Panem Bogiem“.

W drugiej części Frankl opisuje stworzoną przez siebie metodę psychoterapii, nazywaną logoterapią. Jest to sposób pracy z pacjentem bazujący na jego zasobach i koncentrujący się na odnalezieniu sensu życia. Wynika to z doświadczeń wojennych Frankla, który zauważył, że to, co najbardziej pozbawia człowieka motywacji i chęci do życia, to właśnie utrata sensu. Uważał on, że jest to dużo większe zagrożenie niż czynniki zewnętrzne, na które często nie mamy wpływu.

“Człowiek w poszukiwaniu sensu” to wspaniała książka, otwierająca oczy i uwrażliwiająca na drugiego człowieka. To także wyjątkowe studium przypadków obserwowanych w zupełnie niecodziennych warunkach życia obozowego. Zdecydowanie polecam tę lekturę!

zdjęcie ze strony ceneo.pl

“Dziennik utraconej miłości”, Eric Emmanuel Schmidt

Po tę książkę sięgnęłam zaraz po “Człowieku w poszukiwaniu sensu” Frankla, w nadziei na coś lekkiego i przyjemnego. Na studiach bardzo lubiłam czytać Schmidta, do czasu, kiedy pewna znacząca dla mnie wtedy osoba, powiedziała, że to taka kobieca pisanina. (Nie muszę chyba dopowiadać, że to słowa mężczyzny.) Wtedy przestałam czytać tego autora. Jednak, kiedy teraz trafiłam na nowy tytuł, “Dziennik utraconej miłości”, postanowiłam, że go przeczytam.

Tak jak wspomniałam, miała to być lekka książka, przeczytana dla samej przyjemności czytania. Okazało się, że jest to dziennik… z żałoby po stracie rodzica. Juhu, super lekka książka, gratuluję wyboru.

W “Dzienniku utraconej miłości” Schmidt opisuje swoją drogę przez żałobę po śmierci matki. Towarzyszymy mu w ciągu dwuletniego zmagania się ze stratą i odkrywania w tym wszystkim siebie.

Schmidt opisuje relacje z mamą, z którą był bardzo zżyty. Obraz matki w tej książce jest bardzo wyidealizowany, autor opowiada o niej, jak o świętej. Było to dla mnie rażące o tyle, że nie istnieją ludzie idealni. Matki również. Dowiadujemy się też, jak ta pierwsza relacja z matką wpływa na inne jego relacje, decyzje i wybory życiowe.

Tym, co było dla mnie jednak dużo ciekawsze, była relacja z ojcem, zupełnie inna, niż ta z matką, oraz to, jak zmieniła się ona w toku całej historii. Okazało się bowiem, że na kształt tej relacji wpływały wyobrażenia, przekonania i subiektywne odczucia syna, które nie do końca odpowiadały rzeczywistości. Ta przemiana była bardzo ciekawa.

W “Dzienniku utraconej miłości” czytelnik towarzyszy bohaterowi w procesie żałoby. Może więc prześledzić wszystkie jej fazy. To również bardzo ciekawe, bo poznajeemy żałobę nie z perspektywy naukowego opisu, czy klasyfikacji, ale obserwujemy ją na żywym organiźnie.

Nie była to najlżejsza książka, jaką czytałam, ale w ostatecznym rozrachunku, nie żałuję, że po nią sięgnęłam. Bardzo podoba mi się też okładka. Grafika i kolory są bardzo moje i nie będę ukrywać, że okładka również zachęciła mnie do przeczytania “Dziennika utraconej miłości”.

zdjęcie ze strony empik.com

“Seksuolożki”, Marta Szarejko

Na koniec, coś zupełnie innego pod względem tematyki, formy, języka. “Seksuolożki” Marty Szarejko to tytuł, po który dawno chciałam sięgnąć. Tak bardzo się cieszę, że w końcu to zrobiłam!

Marta Szarejko w książce “Seksuolożki” zebrała rozmowy z psychoterapeutkami, lekarkami, seksuolożkami na temat kobiecej seksualności. Rozmówczynie opowiadają o niej z persepktywy doświadczenia pracy w gabinecie terapeutycznym. Mówią, z czym kobiety najczęściej zgłaszają się do seksuologa, kiedy, jakie są ich motywacje, jak wygląda praca z nimi.

Spektrum tematów jest bardzo szerokie. Zaczynamy od rozmowy o ciele, o jego postrzeganiu, akceptacji i jej braku. Dla mnie był to jeden z ważniejszych rozdziałów. Dalej czytamy o kobietach wykluczanych, o problemach seksualnych nastolatek, o doświadczaniu przyjemności, o ciąży i porodzie, zdradzie, lesbijkach, o seksualności kobiet z niepełnosprawnością intelektualną oraz kobiet dojrzałych, w końcu o kobietach uwikłanych w przemoc i pedofilkach.

Najważniejsze dla mnie rozmowy, oprócz wspomnianej wcześniej rozmowy o ciele, to te o wykluczeniu i seksualności kobiet z niepełnosprawnością intelektualną i związanymi z nią trudnościami, dylematami, możliwościami i ograniczneniami. Dla osób, których ta sprawa w ogóle nie dotyczy, może być to pierwszy kontakt ze złożonością problemu, a być może w ogóle zetknięcia się z tym, że osoby niepełnosprawne ineletktualnie, a także fizycznie, mają życie seksualne.

Jest również wywiad, który bardzo mnie poruszył, jednak nie pozytywnie. Mowa o rozmowie o ciąży i porodzie. Nie podobał mi się język, w jakim lekarka opowiadała, szczególnie o samym porodzie i uczestniczeniu w nim ojca dziecka. Odebrałam to tak, jakby w porodzie najważniejsza była praca lekarza, a nie komfort rodzącej, czy chęć zaangażowania partnera. Bo niektórzy ojcowie naprawdę chcą być przy nardzodzinach swojego dziecka. Rozmówczyni powołuje się w tym aspekcie również na aspekt kulturowy mówiąc, że zawsze i wszędzie poród był i jest sprawą kobiet, a mężczyźni nie mają do niego dostępu. Nie jest to prawda. Są społeczności, w których poród jest sprawą pary, ojca i matki, i to ojciec odbiera poród. Nie podobała mi się również krytyka porodów domowych i zachęcania rodzących do słuchania swojego ciała i intuicji. Jako kobieta mająca na swoim koncie doświadczeń również poród, kompletnie się z tą krytyką nie zgadzam.

Tym, co przewija się przez całą książkę i wszytkie rozmowy jest potrzeba edukacji seksualnej, zdobywania wiedzy na temat swojego ciała, budowy narządów płciowych i ROZMOWY na tematy seksu i seksualności. Przede wszystkim z partnerem/partnerką, ale również z koleżankami, przyjaciółkami, terapeutkami. Także z dziećmi (ośmielę się to napisać!), ponieważ to właśnie wiedza i znajomość swoich potrzeb i granic, jest dla nich najlepszą obroną przed nadużyciami i wykorzystywaniem seksualnym. Oczywiście, i chcę to bardzo mocno podkreślić, rozmowę z dzieckiem dostosowujemy do jego potrzeb i wieku! Często wystarczy odpowiedzieć w prosty sposób na zadane przez dziecko pytanie i jeśli nie drąży tematu, nie zagłębiać się w szczegóły.

Chcę również wspomnieć o kobietach, które udzieliły wywiadów Marcie Szarejko, ponieważ zrobiły coś bardzo ważnego, dzieląc się swoją wiedzą i doświadczeniem z osobami spoza grona naukowego. Możemy więc przeczytać rozmowy z Izabelą Jąderek, Alicją Długołęcką, Aleksandrą Józefowską, Agatą Loewe, Izabelą Dziugieł, Katarzyną Klimko-Damską, Martą Dorą, Katarzyną Bajszczak, Moniką Łukasiewicz, Katarzyną Waszyńską, Izabelą Fornalik, Beatą Wróbel, Marią Beisert i Martą Niedźwiecką, którą absolutnie uwielbiam i której podcast “O zmierzchubardzo szczerze polecam.

“Seksuolożki” mają jeszcze drugą część (“Seksuolożki 2”), do której z całą pewnością sięgnę, bo są to książki niezwykle wartościowe i bardzo ważne dla kobiet.

zdjęcie ze strony empik.com

I na tym kończymy książkowe podsumowanie czerwca 🙂

Jeśli lubicie moje posty o książkach, konieczniej dajcie mi znać na instagramie lub facebooku! Będzie mi również bardzo miło, jeżeli podacie ten post dalej 😉

A jeśli czytaliście/łyście już którąś z nich, chętnie poznam Wasze zdanie na ich temat. W końcu każdy może mieć inne wrażenia i to w rozmowach o książkach kocham najbardziej ♥

Leave a Comment

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s