#polecANKA № 4

I znów środa, więc czas na muzyczną #polecANKĘ.

Kontynuujemy kołysanki i dziś chciałabym Wam przedstawić jedną z najsłodszych, według mnie, arii. Nie jest to typowa kołysanka, ale zdarzyło mi się ją w tym celu śpiewać.

Pozostajemy w kręgu muzyki poważnej, jednak tym razem nie polskiej, a włoskiej.

Puccini, Gianni Schicchi

O mio babbino caro to aria z jednoaktowej opery Gianni Schicchi z początku XX wieku. Gianni Schicchi jest częścią tzw. tryptyku, na który składają się jeszcze dwie inne opery jednoaktowe. Jej akcja dzieje się w 1299 roku we Florencji.

Na YouTube jest bardzo dużo wykonań tej arii, zachęcam do poszukania ich i porownania. Ciekawa jestem, jakie różnice uda się Wam zauważyć?😊

PolecANKA № 3

Kolejne środowe polecenie muzyczne.

Dlaczego akurat to? Bo grało mi w głowie przez ostatnie dni i dlatego, że mnie koi. Coś z półki ”muzyka poważna” ale też “muzyka folkowa”, którą ostatnio szczerze się zachwycam.

Moja znajomość z tym kompozytorem nie była prosta od początku. Pewnie dlatego, że był w mojej głowie pod kategorią “historia muzyki XX i XXI wieku” a na studiach była to dla mnie droga przez mękę. Kiedy dziś na to patrzę, czuję, że moja perspektywa patrzenia, słuchania i rozumienia muzyki była w tamtym czasie bardzo wąska. Jednak zostałam z muzyką z odsłuchów i zajęć, z notatkami i (bądź, co bądź) niezłą wiedzą w tym temacie, bo był to jeden z najlepiej zdanych przeze mnie egzaminów na studiach. Zakuwałam do niego chyba 4 tygodnie, tak bardzo się go bałam, bo uważałam wtedy, że to nie moja bajka. Dzisiaj odkrywam ją na nowo.

arr. Bartosz Kowalski, wyk. Weronika Grozdek-Kołacińska

Uwoz mamo to jedna z pieśni Karola Szymanowskiego, ze zbioru Pieśni kurpiowskich inspirowanych tradycyjną muzyką tego regionu. Oryginalnie, pieśni opracowane są na chór a capella, jednak opracowań i aranżacji powstało wiele. Możemy znaleźć pieśni z akompaniamentem fortepianu, orkiestry, solo itd. Wersja wybrana przeze mnie ujęła mnie surowością, jaką charakteryzują się pieśni ludowe, charakterystyczną barwą głosu, lekkością akompaniamentu orkiestry.

Mam nadzieję, że Wam również się spodoba.

Przyjemności!

Ania

#polecANKA №. 2

W sierpniu pozostajemy w klimacie kołysanek.

Dziś , w moim odczuci, kołysanka wyjątkowa, w której może się przejrzeć każda mama. Łagodna, delikatna opowieść o wdzięczności, niepewności, miłości, o byciu tu i teraz. Z tym utworem warto się spotkać.

Kołysanka od Mamy (z albumu: Polskie śpiewnik z Wartościową Muzyką dla Dzieci TOM 2) muzyka i tekst: Anna Weber nagranie audio: Bartek Staniak videoprodukcja: Filip Olszewski

“Rok wychowania przez sztukę”. Czy chcę wydawać na to pieniądze?

Ostatnio ukazała się książka Anny Weber Rok wychowania przez sztukę. Dużo wokół niej szumu, przynajmniej w mojej internetowej bańce. Przedsprzedaż, piękne zdjęcia, ochy i achy. Ale czy to jest akurat TA książka, na którą warto wydawać pieniądze?

Odpowiem krótko: TAK. Ja na tę pozycję czekałam bardzo i czułam, że to będzie coś wyjątkowego. Kupiłam książkę w przedsprzedaży i jak tylko rano zobaczyłam SMSa, że paczka jest do odebrania, prawie pobiegłam w piżamie. Bo to jest… no sztos, po prostu.

Mówi się, żeby nie oceniać książki po okładce. Ale ta okładka daje nam przedsmak tego, co w niej znajdziemy. To chyba jedna z najpiękniej wydanych książek, jakie widziałam, a pracowałam w księgarniach, więc widziałam ich sporo.

No dobrze, okładka, wydanie, a co z treścią? Co tam można w ogóle znaleźć? Dla kogo jest ta książka? I po co mi książka o wychowaniu, skoro nie mam dzieci?

Rok wychowania przez sztukę jest dla:

Muzyków i artystów w ogóle. Ania zabiera czytelnika w podróż przez różne aspekty sztuki, stawia pytania i odpowiada na nie w sposób, jakiego muzyk mógłby się nie spodziewać. Nie znajdziemy tam gotowych rozwiązań, a raczej nową, szerszą perspektywę na coś, co znamy, bo zostaliśmy zamknięci w jakimś systemie i nie potrafimy z niego wyjść. Czytając tę książkę, czułam się tak, jakbym rozmawiała o moich przemyśleniach, spostrzeżeniach, doświadczeniach i wątpliwościach z… koleżanką po fachu. Po prostu. Jednak myślę, że to, co może być tutaj szczególnie ważne dla muzyków właśnie (dla mnie takie było) to rozdziały o edukacji muzycznej, słodko-gorzkich doświadczeniach szkolnych, tym nietypowym świecie szkoły muzycznej, który rozumie tylko ten, kto w nim był. To właśnie te rozdziały pozwoliły mi spojrzeć na kilka spraw inczej. Ania opisywała codzienne funkcjonowanie w szkole. Ćwiczenie w klasach, spotykanie się tam z kolegami i koleżankami, wspólne granie, wspólne stanie w kolejce przed egzaminem, wygłupy przed lekcjami w grupach. Czytając to zrozumiałam, dlaczego te chwile i te relacje ze szkoły, są dla mnie tak bardzo ważne, tak zakorzenione w mojej tożsamości. To więzi zbudowane na wspólnym muzykowaniu. Ćwiczeniu przed próbami, śpiewaniu piosenek dla funu, wspólne tworzenie czegoś. I choć z większością z moich szkolnych przyjaciół nie mam już kontaktu, to właśnie te wspólne chwile w szkole są we mnie zapisane na zawsze. I jestem za nie wdzięczna.

Rodziców. Nie tylko małych dzieci, choć tych pewnie szczególnie. Rodzic znajdzie tam mnóstwo inspiracji, pomysłów, odpowiedzi na przeróżne pytania i apekty tego, czym jest wychowanie przez sztukę. Jeśli jest to rodzic, który już to zna i czuje, poszerzy perspektywę, złapie trochę świeżości i może ośmieli się w działaniu. Rodzic, który nie czuje tematu, nie wie czy by się w tym odnalazł, bo on to w ogóle ani śpiewać ani malować nie potrafi, dowie się, że to nie ma znaczenia i że to wszystko, co wydaje mu się, że powinien mieć, by wychowywać swoje dzieci przez sztukę, już ma. Myślę, że osoby, które w ogóle sztuki nie czują i uważają, że nie jest istotnym elementem życia i wychowania, też skorzystałyby z tej lektury. I nie chodzi mi wcale o to, że się przekonają. Ale już samo spotkanie z historią o muzyce i malarstwie, zobaczenie jak to robi ktoś inny, może być ubogacające. Nie trzeba się zgadzać i odrazu zmieniać zdania i całego sposobu życia. Zawsze cenne jest zobaczenie, jak świat wygląda w cudzych butach.

A co z tymi, którzy nie mają swoich dzieci, ani nie pracują w edukacji, no w ogóle nic? Rok wychowania przez sztukę jest dla nich. Dlaczego? Bo to nie jest książka o wychowaniu. To jest sposó na odkrycie w sobie tego, co zostało w nas zakopane krytyką, ocenami, karami i nagrodami, stereotypami i praktycznym podejściem do życia. To sposób na danie sobie przestrzeni, w której znów możemy poczuć się jak dzieci. Eksperymentować z farbami, z dźwiękiem, dotykać natury i bez skrępowania zachwycać się przeczytanym w internecie zdaniem. Tańczyć tak, jak czujemy i chcemy, poczuć, że świat nas tak bardzo nie uwiera. To sposób na przyjęcie siebie, ale też drugiego człowieka, takim, jakim jest. Po prostu.

A nawet, jeśli żadna z powyszych spraw nie jest dla Ciebie ciekawa czy istotna (jestem w stanie wyobrazić sobie, że tak może być) to warto sięgnąć po tę książkę z jeszcze jednego powodu. Jest po prostu pięknie napisana, bardzo przyjemnie się ją czyta, sprawia wrażenie, że słowa są miękkie, przyjemne i chłodne w upał a cieplutkie zimą. To trochę jak czytanie esejów, felietonów, czy zbioru opowiadań. Nie trzeba czytać od deski do deski, w jakimś terminie, na ocenę. Można po prostu sięgać i czytać trochę, akurat wtedy, kiedy czujemy, że chcemy się z tą treścią spotkać. Może też dla kogoś to będzie po prostu sposób na odkrycie na nowo, że czytanie może być przyjemne?

Czy warto? Uważam, że bardzo. Ja tę książkę przeczytałam w całości i sądzę, że to też jest fajne – przeczytać całość, a później wracać na spokojnie do fragmentów, rozdziałów, odkrywać na nowo. Bo Rok wychowania przez sztukę nie jest jednowymiarowy. Czuję, że można z tej książki brać i brać, nie tylko przez rok.

Ania, w lifie na YouTubie mówiła, że to jest książka napisana na przypale, a inni tworzą swoje książki latami. Ja tego tak nie widzę. Mam poczucie, że napisanie jej, było tylko finałem tego, co dokonywało się przez lata. Wielu lat pracy, odkryć, przemyśleń, spotkań i dowiadczeń. Absolutnie nie czuję, żeby było to na przypale 😉

Sztuka wiąże się ze stawianiem pytań otwartych. (…) Obcowanie z nią daje impuls do wytężonego i niczym nieograniczonego myślenia. To nieustanne pytanie i szukanie odpowiedzi. (…) Właśnie to sprzyja treningowi poznawczej aktywności człowieka i kształtowaniu myślenia krytycznego.

Rok Wychowania przez sztukę, Anna Weber

Środowe muzyczne polecenia №1

W odpowiedzi na prośbę jednej z Was, co środę będę zamieszczać jedną piosenkę lub utwór, które według mnie, są warte odkrycia.

Dziś polecam Wam piosenkę bardzo osobistą. Odkryłam ją kilkanaście lat temu, będąc nastolatką i snując tęskne marzenia o rycerzu na białym koniu (podziękowania w stronę Disneya 👍). Dzisiaj jej znaczenie jest dla mnie zupełnie inne, a piosenka wypełnia mnie ciepłem i dobrem. Często śpiewałam ją w ciąży, później jako kołysankę.

Zapraszam na kilka minut z Dorotą Osińską i Kimś do kochania.

Ktoś do kochania, Dorota Osińska, wytwórnia MJT

Muzyczne preferencje niemowląt

Czy zastanawialiście się kiedyś nad tym, czy małe dzieci mogą lubić jedną muzykę bardziej niż drugą? Albo dlaczego dziecięce piosenki są zbudowane tak, a nie inczej? Zastanawiają się na tym naukowcy i temat ten zbadali, a ja dziś postaram się Wam przybliżyć to, co właściwie naszym maluchom w duszy gra i dlaczego akurat to.

Kanadyjska badaczka i psycholożka muzyki, Sandra Trehub, w swoich badaniach odkryła, że niemowlęta preferują melodie cechujące się powtarzalnością, brakiem gwałtownych zmian w tempie i dynamice, dominacją wysokich rejestrów (czyli śpiewanych wysoko) oraz ogólną prostotą. Trehub jest również autorką pojęcia infant directed singing, czyli parafrazy funkcjonującego w językoznawstwie i lingwistyce infant directed speech. Ogólnie chodzi tu o to, że język, jakim posługujemy się w komunikacji z dzieckiem jest bardzo prosty i od zwykłej mowy różni się specyficznym słownictwem, rejestrem (do dzieci najczęściej mówimy wyżej niż normalnie) oraz składnią (zdania, które budujemy są krótsze i prostsze). Analogicznie przekłada się to na muzykę. Wymienione przeze mnie cechy muzyki, lubianej przez niemowlęta, charakteryzują kołysanki.

Kołysanka ukraińska – Powieszę kołyskę · Aneta Strzeszewska Kołysanki niedzisiejsze, Composer: Kompozycja tradycyjna Lyricist: Tekst tradycyjny

Dlaczego powtarzalność? Znacie pewnie powiedzenie, że najbardziej lubimy te piosenki, które już znamy? To prawda. Mózg, szczególnie mózg małego dziecka, uczy się przez powtarzanie. Zauważcie, że dzieci mogą wielokrotnie czytać jedną książeczkę, powtarzać jedno słowo, bawić się w to samo, słuchać tej samej piosenki. To dlatego, że powtarzając daną czynność oswajamy ją, koduje się ona w mózgu i kiedy jest nam już dobrze znana, sprawia nam przyjemność i pozwala się odpreżyć, ponieważ nie musimy już poświęcać energii na rozumienie i analizowanie poszczególnych elementów. W przypadku kołysanek, jest to powtarzalność na poziomie mikro. Nie chodzi o to, by śpiewać dziecku sto razy bardzo skomplikowaną melodię, ale o to, by w ciągu jednej śpiewanej przez nas melodii, wiele razy powtórzył się ten sam motyw melodyczny. Wybrana przeze mnie przykładowa Kołysanka ukraińska składa się z kilku zwrotek o takiej samej melodii. Dzięki temu, już po jednym jej przesłuchaniu jeteśmy w stanie ją zanucić lub zaaudiować (zaśpiewać w głowie bez konieczności śpiewania na głos).

Brak gwałtownych zmian w dynamice (głośno-cicho) i tempie również jest cechą kołysanek. Wyobraźmy sobie, że mama śpiewa dziecku kołysankę i nagle zaczyna ją śpiewać bardzo głośno i bardzo szybko. Czy w tym momencie kołysanka spełni swoją funkcję, jaką jest ukojenie, uspokojenie i finalne zaśnięcie dziecka? Raczej nie. Dodatkowo ważna jest też kwestia tego, że noworodek nagle przechodzi ze świata, w którym dźwięki były przyjemnie wygłuszone, jednostajne i raczej jednorodne, do świata, w którym zalewa go fala głośnych i niespodziewanych dźwięków, trzasków, szumów, krzyków i czego tam jeszcze sobie nie wymyślimy. Naturalnym więc jest, że zwracamy się w stronę tego, co znamy. Dlatego tak ważne jest, by dzieciom śpiewać w takiej samej głośności i tempie przez całą piosenkę. To je koi.

Dominacja wysokich rejestrów. Zauważyliście, że mówiąc do dzieci, mówimy wyżej? Nasz głos staje się bardziej “piskliwy”. Są nawet badania, które dowodzą, że po urodzeniu dziecka, głos kobiety staje się wyższy pod wpływem zmian hormonalnych. To dlatego, że dzieci lepiej rejestrują i przetwarzają dźwięki wyższe, niż te niższe. Łatwiej jest im skupić na nich uwagę. Właśnie z tego powodu większość kołysanek jest skomponowana w oparciu o wyższe dźwięki.

I w końcu prostota. W teorii muzyki i analizie, do opisu formy stosuje się litery. Prosta forma to ABAB, gdzie A będzie zwrotką, a B refrenem. To najpopularniejsza forma wykorzystywana w popularnych piosenkach. Jednak jeśli chodzi o kołysanki, często możemy się spotkać po prostu z formą AAA, to znaczy, że trzy razy powtarzamy tę samą melodię z innym tekstem. Tak jest w przypadku Był sobie król, Aaa kotki dwa, czy w naszej przykładowej Kołysance ukraińskiej. Ma to ścisły związek z wymienioną na początku powtarzalnością. Im bardziej skomplikujemy melodię śpiewaną dziecku, tym trudniej będzie mu ją przyswoić. Czy to znaczy, że piosenki dla dzieci mają być prostackie? Absolutnie NIE. Mogą być przepięknie zaaranżowane i wykonane a przy tym proste w zakresie budowy.

Czy w temacie preferencji muzycznych niemowląt to wszystko? Nie. Ten temat jest szeroki i jeszcze wiele ciekawych rzeczy można by tu napisać. Myślę jednak, że na dziś wystarczy 🙂

Jeśli ten tekst Ci się spodobał, będzie mi bardzo miło, jeśli go udostępnisz 🙂

Do przeczytania za tydzień!

Ania

Do napisania tego teksu wykorzystałam notatki ze studiów z pychologii muzyki