Cisza

Wakacje to czas podróży, odkrywania nowych miejsc, poznawania i doświadczania, ale nade wszystko, czas regeneracji i odpoczynku.

Jeszcze jakiś czas temu sama byłam nastawiona na poznawanie, na wyjazdy w miejsca arcyciekawe, do dużych miast pełnych kultury, architektury, muzeów, ludzi i możliwości. Odkryłam jednak, że to nie daje mi upragnionej regeneracji. Na co dzień mieszkam w mieście, stwierdziłam więc, że jeśli chcę odpocząć, muszę szukać miejsc na uboczu, blisko natury, ciekawych bardziej przyrodniczo niż kutruralnie (mam tu na myśli wytwory kultury, które są przeciwne wytworom natury). Odkryłam, że tym, co najbardziej mnie karmi w takich wakacjach jest właśnie cisza.

Spędzając ostatni tydzień w leśniczówce w Puszczy Białowieskiej, natknęłam się w mojej głowie na pomysł, żeby o tej ciszy napisać coś więcej.

EKSPERYMENT

Zamknij na chwilę oczy. Posiedź chwilę w bezruchu, postaraj się nie aktywować żadnych zmysłów, poczuj, że po prostu jesteś. Teraz, nadal z zamkniętymi oczami, posłuchaj tego, co Cię otacza. Jeśli mieszkasz w mieście i w bloku, pewnie jesteś w stanie wskazać różne dźwięki, które do Ciebie docierają. Muzyka u sąsiada, dzieci biegające po podwórku, może jakaś wiertarka, samochody na ulicy, tramwaj, śmieciarka, może radio lub telewizor u Ciebie… Te dźwięki generalnie odbieramy jako szum, jako niezrozumiałą plątaninę nic nie znaczących dźwiękowych nitek. Dopiero, gdy się na nich skupimy, jesteśmy w stanie je rozplątać i porozdzielać.

Dlaczego tak się dzieje? Ponieważ gdyby nasz mózg miał stale izolować i interperetować wszystkie otaczające nas dźwięki, prawdopodobnie szybko by się przegrzał. Jako ludzie nie jesteśmy stworzeni do życia w nieustannym hałasie, jednak nasze dorosłe mózgi posiadły już umiejętność określania, co jest warte uwagi, a co nie. Jakie dźwięki pozostawimy w tle, a na jakich warto się skupić. CIEKAWOSTKA: mózgi naszych dzieci tego nie potrafią!

Wyobraźmy sobie, że znajdujemy się w pokoju, w którym jest np. pięć osób. Rozmawiają, śmieją się. Jest tam też pies, który zadowolony z towarzystwa, poszczekuje. Jedna z osób miesza herbatę, stukając łyżeczką o kubek. Jest włączone radio i otwarte okno, pod którym kłócą się sąsiedzi, przyjechał motor, szczeka pies sąsiada. Ktoś w pokoju trącił szklankę, która spadła na podłogę i się stłukła. Te wszystkie dźwięki docierają do nas z taką samą intensywnością, nie ma czegoś takiego, jak dźwięki w tle. Tak samo intensywnie odbieramy szczekającego psa, radio i rozmowę kogoś obok. Tak właśnie świat dźwięków odbierają dzieci. Im młodsze, tym bardziej. Dlatego tak ważne jest, by zadbać o higienę dźwiękową w otoczeniu naszych dzieci, by nie przebywały nieustannie zanużone w dźwięki radia, telewizora, dźwiękowej paplaniny.

Ostatnio sporo mówi się o zjawisku Wysokiej Wrażliwości. Osoby o takiej cesze określa się skrótem WWO (Wysoko Wrażliwa Osoba). To szczególna cecha neurologiczna, która sprawia, że takie osoby są bardziej wyczulone na bodźce, które są pomijane lub nie tak intensywne dla większości społeczeństwa (WWO stanowią około 15-20% populacji, tak samo zresztą jak High Need Babies).

U podstaw wysokiej wrażliwości leży skłonność do głębszego przetwarzania informacji (…) Osoby wysoko wrażliwe wszytsko przetwarzają głębiej.

Elaine N. Aron Wyoko wrażliwi

Możemy więc stwierdzić, że jeśli jesteśmy wysoko wrażliwi w obszarze dźwiękowym, każdy docierający do nas dźwięk będzie przez nasz mózg dużo dokładniej analizowany, niż w przypadku osoby, która takiej “nadwrażliwości” nie posiada. Warto pod tym kątem obserwować nasze dzieci. Moja córka, podobnie jak ja, długo przebywając w hałasie, z radiem włączonym w tle, wśród głośnych rozmów czy w większej grupie dzieci, staje się drażliwa. Dużo szybciej i łatwiej się denerwuje, zaczyna krzyczeć lub płakać, domaga się mleka, przytulenia, wzięcia na ręce. I o ile przebywanie w bogatym środowisku muzycznym, śpiewanie, granie na instrumentach, słuchanie wartościowej muzyki, jest bardzo ważne i rozwijające, o tyle konieczne jest zadbanie również o to, by stworzyć dziecku przestrzeń na ciszę, by mózg nie musiał na bieżąco radzić sobie z tym, co aktualnie słyszy, ale by mógł spokojnie przetworzyć to, co usłyszał już wcześniej. Inaczej może dojść do sytuacji przestymulowania.

Jeśli dostrzegasz każdy najdrobniejszy szczegół okoliczności, w jakich się znajdujesz (…) jest oczywiste, że szybciej się zmęczysz, musząc przetwarzać tak wiele danych (…) nadmierna stymulacja łatwo przeciąża osoby wysoko wrażliwe.

Elaine N. Aron Wysoko wrażliwi

Wspomniałam wcześniej, że człowiek nie jest stworzony do przebywania w nieustannym hałasie. Szczególnie w tym przez człowieka właśnie stworzonym. Każdy, kto był dłużej w lesie wie, że totalnej ciszy tam nie znajdzie. Nawet dziecko przebywające w brzuchu mamy jest otoczone dźwiękami. Co różni zatem industrialny hałas od dźwięków natury, czy tych, które otaczają nas w życiu prenatalnym? NATĘŻENIE. Dźwięki naturalne (szum drzew, śpiew ptaków, morze, bicie serca matki, przepływ krwi w tętnicach) mają dużo mniejsze natężenie niż ogdłos jadącego samochodu (a na ulicach jest więcej niż jeden samochód…), wiertarki, radia, motocykla, młota pneumatycznego na remontowanej własnie ulicy. Jako ciekawostkę, wrzucam Wam utwór inspirowany właśnie industrialnym światem dźwięków.

Russolo, Intonarumoris, Lisboa, Museu Coleção Berardo, 2012

Zachęcam, byście zwrócili uwagę na otaczające Was dźwięki oraz na to, co one z Wami na co dzień robią. Może akurat odkryjecie, że to one są powodem niezrozumianej dotąd drażliwości? Spróbujcie też dawać sobie w ciągu dnia kilka kwadransów ciszy. Na zewnątrz nic się wtedy nie dzieje, ale zapewniam, że Wasz mózg poczuje się jak w spa 😉

Miłego eksperymentowania z ciszą!

Ania

Do napisania tego tekstu wykorzystałam:

  • książkę Wysoko wrażliwi. Jak funkcjonować w świecie, który nas przytłacza Elaine N. Aron
  • tekst Jak chronić dziecko (i siebie) przed zanieczyszczeniem dźwiękowym i dlaczego to takie ważne? z bloga Pomelody
  • artykuł ZANIECZYSZCZENIE HAŁASEM: ZMORA WSPÓŁCZESNOŚCI Kinetic Centrum Nowoczesnej Audiologii
  • notatki ze studiów

Czy muzykowanie jest drogie?

Na pytanie postwione w tytule, odpowiedź brzmi: TO ZALEŻY. Zależy od tego, czego oczekujesz, jakie masz wyobrażenia, co chcesz robić. Bo jeśli zależy Ci na profesjonalnych instrumentach, nutach, zajęciach, to faktycznie, koszty mogą być spore.

Co zatem, jeśli tego wszystkiego nie masz, nie potrzebujesz i nie chcesz wydawać pieniędzy na muzykowanie?

Przede wszystkim musisz pamiętać, że w muzykowaniu z dzieckiem najważniejszy jest rodzic i jego zaangażowanie. Wystarczy więc Twój głos, Twoje ciało. Reszta, to tak naprawdę dodatki i jeśli macie mojego darmowego e-booka z muzycznymi zabawami, to już wiecie, że osobiście preferuję model “bezgadżetowy”.

Jeśli chcesz, żeby Twoje dziecko, oprócz klaskania w ręce i tupania nogami, próbowało też tworzyć muzykę na instrumentach, możesz wykorzystać to, co masz pod ręką: Długopisy, łyżki, garnki, pojemniki, grzechotki zrobione z pojmniczków z kaszą, ryżem, może jakimiś kamyczkami. U mnie za będenek ostatnio robi tekturowy talerzyk jednorazowy i drewniana łyżeczka. Deszczownicę zrobiłam z dużej tuby, która została mi po jakiejś przesyłce. Szeleścimy papierami, stukamy pałeczkami do ryżu. Mamy też w domu profesjonalne instrumenty (skrzypce, gitarę i ukulele) ale do codziennego muzykowania nie korzystamy z nich super często.

Są też książeczki, które można śpiewać, ale dla mnie dużo fajniejsze jest rytmiczne czytanie rymowanek, co można było zobaczyć na moim stories na instagramie.

To w jaki sposób będziesz muzykować ze swoim dzieckiem i co będziesz do tego wykorzystywać, zależy w dużej mierze od Twojej inwencji. Z całą pewnością nie trzeba na to wydawać fortuny!

A jeśli szukasz inspiracji do codziennego muzykowania, zapraszam Cię do mojego newslettera, w którym otrzymasz wspomniany wcześniej, darmowy e-book z muzycznymi zabawami.

Pozdarwiam wakacyjnie!

Ania

Jak pomóc dziecku rozładować napięcia i dlaczego muzyką?

Trudne emocje dziecka. Kto z rodziców nie chciał przez nie wyskoczyć przez okno, niech pierwszy rzuci kamieniem. Tylko nie w dziecko! Oczywiście z przymrużeniem oka, jednak to, że nasze dzieci przeżywają wiele emocji i robią w to sposób intensywny, jest faktem.

W ciągu dnia w ciele zbierają się napięcia. I to jest całkowicie normalne. Spróbujcie sobie przypomnieć, czy choć raz wieczorem nie bolała Was głowa, albo plecy? Czy nie czuliście się tak, jakbyście mieli zaraz wybuchnąć? Czy nie miotaliście się z kąta w kąt nie wiedząc, co ze sobą zrobić? To właśnie nierozładowane napięcia, które powstają, gdy emocje nie są wyrażane i rozładowywane na bieżąco. A teraz wyobraźcie sobie, że tak samo mają nasze dzieci. Tylko gorzej.

My, dorośli, w ciągu życia zdobyliśmy wiele strategii na radzenie sobie z napięciem. Od klasycznego wyparcia i racjonalizacji, po bieganie czy imprezy w klubach. Nie oceniam tu, czy są to metody dobre, czy złe. Po prostu są. A nasze dzieci ich nie mają. Przeżywają emocje pierwszy raz w życiu, a czując je, całe są emocją. Kiedy przeżywają radość – biegają i piszczą na pół miasta. Kiedy czują złość – krzyczą, plują, rzucają się na ziemię. Kiedy się boją – zastygają (albo krzyczą).

Nie podam Wam tutaj sposobu na ugaszenie pożaru, kiedy się wydarza. Jest jednak sporo rzeczy, które możemy robić “na zimno” i które pomogą dziecku (i rodzicowi!) w regulowaniu emocji.

Po pierwsze: dotyk. Działa kojąco na nasz układ nerwowy, ponieważ przez docisk, stymulujemy neurony czuciowe w naszym ciele, a te dostymulowane – wyciszają się. Dodatkowo blikość powoduje produkcję oksytocyny, która nas relaksuje.

Po drugie: śmiech. Nie od dziś wiadomo, że śmiech to zdrowie. Kiedy się śmiejemy, nasz mózg wytwarza endorfiny i otrzymuje komunikat “możemy się wyluzować, jest bezpiecznie”.

Po trzecie: ruch. Podnosi tentno, przez co zaczynamy szybciej oddychać. Krew krąży szybciej, przenosi więcej tlenu, przez co nasz mózg jest lepiej ukrwiony i dotleniony. A dotleniony mózg, to szczęśliwsi my.

Po czwarte: spontaniczność. Wspiera poczucie samostanowienia i decyzyjności, co jest szczególnie ważne u dzieci, które na co dzień bardzo chcą decydować same, ale albo nie potrafią, albo nie mogą, bo ktoś decyduje za nie. A to bardzo frustruje.

Po piąte: przykład. Niebagatelną rolę pełnią tu neurony lustrzane. To one są odpowiedzialne za, tak zwane, “zaraźliwe ziewanie”. Uczestnicząc więc aktywnie i swobodnie w zabawie, dajemy naszemu dziecku przykład. Dzieci uczą się przez naśladowanie. Choć myślę, że swobody i spontaniczności w przeżywaniu siebie i świata, to my, dorośli, powinniśmy się uczyć od dzieci.

Połączmy teraz to wszystko i zobaczmy, co możemy zrobić i jak pomóc naszemu dziecku (i sobie!), żeby żyło nam się spokojniej.

Najbardziej chyba znanym sposobem na wykorzystanie terapeutycznej funkcji muzyki jest taniec. Ale nie taki ładny, wyuczony, z układem. Szalony, spontaniczny taniec do upadłego! W tańcu łączymy wszystkie wymienione wyżej elementy: dotyk, śmiech, ruch i spontaniczność. Dajemy też dziecku przykład, oczywiście jeśli sami jesteśmy zaangażowani i spontaniczni w wyrażaniu siebie przez taniec.

Kolejna metoda z wykorzystaniem muzyki, to swobodna improwizacja z użyciem instrumentów i głosu. Nie muszą być to jakieś super instrumenty i nie musi być ich wcale dużo. Jeśli mamy dostęp do gitary, pianina czy ukulele, możemy je również wykorzystać. Bierzemy instrumenty, siadamy z dzieckiem na podłodze i pozwalamy mu wybrać, to co samo chce. Jeśli potrafimy sobie na czymś zaakopmaniować – robimy to. Śpiewamy dobrze dziecku znaną piosenkę i do niej improwizujemy. To nic, że dziecko będzie stukać nie do rytmu. To nic, że będzie uderzało w cymbałki w ogóle bez sensu. To nic, że weźmie ukulele i będzie po porostu szarpało za struny, albo uderzało ręką w pudło rezonansowe. Dla nas to może być bez sensu (bo jesteśmy dorośli). Dla dziecka to proces tworzenia muzyki. Eksploracja możliwości swoich i instrumentów. Swobodna ekspresja, poczucie sprawczości, decyzyjności, realnego wpływu na otaczającą rzeczywistość. Czyli spontaniczność.

Jeszcze jedno – kołysanie. To chyba jedna z najczęściej wymienianych dziecięcych strategii na rozładowanie napięcia. Dzieci kołyszą się, kiedy uczą się raczkować, chodzić, przed zaśnięciem, przetaczają głowę z lewej na prawą stronę. Stymulują w ten sposób swoje czucie głębokie i zmysł równowagi. Warto więc wykorzystać tę naturalną metodę i kołysać dziecko do spokojnej, śpiewanej przez rodzica melodii (np. kołysanki). Można kołysać się razem z dziekiem np na huśtawce. Kołysanie można też włączyć w taniec. Wspólne spokojne kołysanie i śpiewanie jest bardzo przyjemnym elementem codziennej popołudniowej czy wieczornej rutyny.

I ostatnia rzecz – robienie min. Dla starszych dzieci, 4-6-latków, robienie min, przedrzeźnianie, pokazywanie języka, to również sposób na poradzenie sobie z silną emocją. Dlaczego nie wykorzystać tego w zabawie? Dla przykładu wrzucam tu piosenkę Pomelody Miss Polly. Śpiewamy ją bez słów na “nanana” lub “lalala” robiąc przy tym różne miny. Szczęśliwa mina – śpiewamy lekko i wesoło. Smutna mina – śpiewamy “na smutno”, powoli. Groźna mina – śpiewamy “groźnie”. Znudzona mina – śpiwamy powooooli, możemy przy tym ziewać.

Miss Polly · Pomelody

Na dzisiaj to tyle. Więcej konkretów znajdzie się w moim darmowym e-booku z muzycznymi zabawami. Będzie on dostępny dla osób zapisanych do newslettera, więc jeśli jeszcze nie jesteście zapisani to szyciutko TU!

Jeśli podoba Wam się to, co robię i tworzę dla Was, udostępniajcie i podawajcie dalej! Będzie mi bardzo miło.

Zapraszam też na mojego instagrama i facebooka.

Powodzenia i przyjemnej zabawy!

Ania

Przy pisaniu tego tekstu wspierałam się:

  • wiedzą z kursu Pomelody
  • książką Rozwój psychiczny dziecka od 0 do 10 lat Ilg, Betes Ames, Baker, wyd. GWP Sopot 2020
  • książką Arteterapie dla dzieci i młodzieży Stegmann, Hitzeler, Blotevogel, wyd. Harmonia Universitas, Gdańsk 2015
  • tekstu JAK POMÓC DZIECKU PORADZIĆ SOBIE Z NAPIĘCIEM I STRESEM? Zuzy Skrzyńskiej z bloga https://zuzaskrzynska.com/

Coś do posłuchania

Dziś coś nowego – podcast. Mój blog kierowany jest głównie do młodych rodziców, którzy często nie mają czau na czytanie. Dlatego powstał podcast.

Miłego słuchania!

Ania.

Tosia i las Music is fun!

Bajka wyciszaj?ca dla dzieci, napisana w oparciu o metod? relaksacji autogennej Schultza. Pozwala dziecku wyciszy? si?, poczu? ci??ar swojego cia?a oraz skupi? si? na oddechu.
  1. Tosia i las
  2. Bajka o listku
  3. Music is fun no. 3
  4. Music is fun no. 2
  5. Music is fun no. 1