Melodia

Dziś o drugim ważnym elemencie muzyki – o melodii. Najprościej mówiąc, jest to ciąg dźwięków o różnej wysokości. Nie musi być ich bardzo dużo, tak naprawdę wystarczą dwa, trzy dźwięki i już możemy śpiewać melodię.

Gdyby nie melodia, muzyka pozostałaby jedynie zbiorem niezróżnicowanych dźwięków, wydawanych przy stukaniu patykami, kamieniami, klaskaniu czy tupaniu. To oczywiście ważne, ale niewystarczające.

Melodia jest zamknięta w systemie, czyli skali. Mówiąc prosto, może być to skala wesoła (durowa) lub smutna (mollowa). Są to najprostsze skale, które na stałe weszły do naszego języka muzycznego. Większość piosenek, które słyszymy w radiu (szczególnie piosenek dla dzieci) są utrzymane w dur. Czyli są wesołe. Czasem zdarzy się jakaś w moll, ale nie jest to jakoś szczególnie częste. Dlaczego o tym piszę? Dlatego, że warto sobie uświadomić, że żyjemy na co dzień, w bardzo ubogim muzycznym świecie. Bo nie są to jedyne skale, jakimi operujemy, tworząc melodie. Podam tu kilka, jedynie dla przykładu: skala cygańska, góralska, pentatonika, skale greckie (lidyjska, frygijska, dorycka), skale średniowieczne. Możemy więc zobaczyć, jak wiele więcej systemów mamy do wykorzystania. To ważne, aby dziecko miało z nimi styczność, ponieważ poszerza to jego rozumienie i percepcję muzyczną, a także kształtuje gust muzyczny, tak że jako osoba dorosła, będzie chętnie sięgać po różne rodzaje i gatunki muzyczne, nie ograniczając się do jednego, prostego i zrozumiałego dla niej/niego. Dlatego warto otaczać dzieci wartościową muzyką już od początku. Jak zawsze, odsyłam do Pomelody pomelody.com, bo właśnie tam znajdziecie taką nieoczywistą i rozwijającą muzykę dla dzieci. Dla przykładu wrzucam dobrze wszystkim znaną piosenkę “Stary niedźwiedź mocno śpi“. Zobaczcie, a właściwie usłyszcie, co można zrobić z prostą dziecięcą melodią 🙂

Aranż, produkcja i wokal: Anna Weber

Wracając jednak do melodii. W szkole muzycznej uczono nas, że melodia to coś długiego, skomplikowanego, co trzeba bardzo dokładnie zapamiętać, by później idealnie to odtworzyć przed czujną na wszelkie podknięcia komisją egzaminacyjną. Oczywiście uczono nas odtwarzać, to co ktoś inny wcześniej zapisał – Bach, Mozart, Chopin, Szymanowski… Nasze umiejętności posługiwania się muzyką ograniczają się właśnie do tego – do powtarzania kogoś innego. To tak, jakbyśmy podczas nauki mowy, od początku uczyli się mówić Sienkiewiczem, Słowackim, Tuwimem, a zupełnie nie potrafili budować własnych zdań. Tak samo jest z melodią (czy ogólnie, muzyką). Aby jednak budować własne zdania, czy to mówione językiem, czy muzyką, potrzebujemy jednak zasobów, cegiełek, czy klocków, które później będziemy mogli łączyć w dowolnej konfiguracji.

PRZYKŁAD

Weźmy sobie kilka słów: mama, tata, auto, jechać, babcia. To są nasze klocki, które możemy łączyć w zdanie. Możemy powiedzieć “Mama i tata jadą autem do babci“. Mamy słowa ułożone dokładnie w tej samej kolejności. Ale możemy też powiedzieć “Tata i mama jadą autem do babci“. Sens ten sam, choć inna konfiguracja. “Babcia i mama jadą autem do taty” – tu już sens lekko się zmienia. Ale gdy powiemy “Mama, tata i babcia jadą autem” z tych samych słów zbudujemy zdanie o zupełnie nowym znaczeniu. (Dlaczego wybrałam właśnie takie słowa? Bo to słowa i zdania budowane najczęściej przez moją córkę 😀 Różni ludzie jeżdżą autem do innych ludzi. Czasem zamiast auta jest tramwaj lub autobus. Można też jechać do domu na obiad. Taka dygresja 😉 )

Tak samo dzieje się z melodią. Wcale nie musi być ona skomplikowana i długa. To mogą być 3-5 dźwięków, które będziemy sobie śpiewać, np. przy przewijaniu czy podczas swobodnej zabawy.

PRZYKŁAD

My bardzo często śpiewamy “wlazł kotek na płotek“. Najczęściej do mycia rąk. To melodia składająca się dokładnie z pięciu dźwięków: do, re, mi, fa, sol, ułożonych następująco:

sol mi mi fa re re do mi sol

sol mi mi fa re re do mi do

do mi mi re fa fa sol mi sol

do mi mi re fa fa sol mi do

Bardzo prosto. Jak my to śpiewamy? Można zauważyć, że nie napisałam tu słów. Celowo. Ponieważ słowa są kolejnym, osobnym elementem muzyki (choć niekoniecznym). W każdym razie, jest to dodatkowa rzecz, na której musiałby skupić się mózg naszego dziecka. Piosenka/melodia ze słowami będzie więc trudniejsza do przetworzenia, niż bez nich. Warto więc używać po prostu głosek “la”, “pa”, “du”… My, akurat w przypadku tej piosenki, śpiewamy “hau” lub “miał” (pomysł córki).

Na początku, całość śpiewałam ja. Ale bardzo lubię włączać ją do tego, co robimy i podczas czytania, i śpiewania. Śpiewam więc “sol mi mi fa re re” a ona dośpiewuje “do mi sol” (oczywiście wszystko na “miał” lub “hau”). Zachodzi tu bardzo ważny proces. Dziecko znające już jakąś melodię, bo wcześniej zaśpiewaliśmy mu ją milion razy, ma czas, żeby usłyszeć ją w swojej głowie. Dopowiedzieć dalszą część zdania lub odpowiedzieć na pytanie. Proces ten nazywamy audiacją, ale o nim innym razem.

Tak samo możemy robić z każdą inną piosenką, którą lubi nasze dziecko. Pozbawiać ją słów, śpiewać melodię na głoskach, a z czasem, robić w niej przerwy i zobaczyć, co się stanie. Najpierw możecie nic nie usłyszeć, ale wasze dziecko, najpewniej, usłyszy dalszą część melodii w swojej głowie. A stąd już niedaleka droga do wypowiedzenia jej na głos.

Na dziś to tyle. Śpiewajcie razem jak najwięcej!

Do następnego,

Ania.

rys. Anna Mitura

Rytm

Zaczniemy od rytmu, bo jest to najprostszy element muzyki, który towarzyszy nam praktycznie przy każdej czynności. Rytmiczne jest chodzenie, bieganie, skakanie nawet mieszanie zupy w garnku czy krojenie warzyw (mięsa unikamy, nie? :D)

Nie będziemy się tu posługiwać słownikowym pojęciem rytmu, bo na nasz użytek, jest to po prostu zbędne.

Plik dla tych, którzy wolą posłuchać:

Tosia i las Music is fun!

Bajka wyciszaj?ca dla dzieci, napisana w oparciu o metod? relaksacji autogennej Schultza. Pozwala dziecku wyciszy? si?, poczu? ci??ar swojego cia?a oraz skupi? si? na oddechu.
  1. Tosia i las
  2. Bajka o listku
  3. Music is fun no. 3
  4. Music is fun no. 2
  5. Music is fun no. 1

Ale do rzeczy.

Rytm to ta składowa muzyki, którą szczególnie czuje nasze ciało. Możemy klaskać, tupać, podskakiwać, kiwać głową, kląskać (robić językiem odgłos konika), wypowiadać rytmicznie głoski… W zasadzie każda część naszego ciała może nam posłużyć do wykonania rytmu. W końcu, najbardziej złożoną motorycznie, ale też najbardziej naturalną czynnością jest taniec.

Nie trzeba być rodzicem, żeby wiedzieć, że małe dzieci zupełnie naturalnie i spontanicznie, poruszają swoim cialem do rytmu piosenek. Bo to totalnie naturalna potrzeba ludzkiego ciała – rytmiczne poruszanie się. Wielu rodziców i opiekunów ma problem z tym, że sami nie potrafią tańczyć, nie mają poczucia rytmu i nie chcą “uczyć dzieci źle”. Sama miałam ten problem. Nie jestem tancerką, taniec jako taki nie sprawia mi największej na świecie przyjemności, często zwyczajnie nie wiem, co ze sobą zrobić. Jak słyczę moją córkę chodzącą za mną i mówiącą “tacyć” to robi mi się słabo. Więc… Tańczę! Tak jak (nie)potrafię. Pamiętajcie, to nie jest konkurs, egzamin, wasze dziecko nie oceni was, nie porówna z panią z teatru baletowego. Ono będzie przeszczęśliwe, że robicie coś RAZEM. A przy okazji zadzieje się kilka ważnych rzeczy. Dziecko obserwując nas będzie miało wzór do naśladowania. Przekładając to na nasz dorosły język, wygląda to tak: “aha, więc mama/tata tak się porusza kiedy leci muzyka/śpiewa. Czyli mogę tak poruszać nogą. O, mogę tak klasnąć. Oooooo, mogę się obrócić!” Oczywiście maluch w swojej głowie nie wyprodukuje takich zdań, to po to, żebyśmy mogli sobie ten proces wyobrazić. Jeśli tańczymy spontanicznie, raczej nie będziemy powtarzać tych samych ruchów za każdym razem, nawet do tej samej piosenki. To również ważna lekcja dla naszych dzieci. Widzą, że można improwizować. Na początku raczej będą powtarzać te same ruchy (kucać, tupać nogą, bujać się), ale po jakimś czasie będzie można zauważyć, że repertuar ruchów dziecka powiększa się i poszczególne sekwencje swobodnie łączą się ze sobą.

PRZYKŁAD

Moja córka, kiedy zaczynała tańczyć, stała przy kanapie i rytmicznie zginała kolana. Nie umiała jeszcze wtedy samodzielnie stać i chodzić. Później powtarzała to stojąc bez podparcia, później zaczęła się również kołysać. Z czasem doszło do tego klaskanie i uderzanie rączkami w swoje nogi. Kiedy już opanowała swoje ciało na tyle, by czuć się bezpiecznie chodząc, zaczęła podskakiwać, obracać się. Ciąg dalszy nastąpi.

Jak zatem wykorzytać rytm w codzienności z dzieckiem? Bo przecież nie chodzi o to, żeby teraz rzucić wszystko i stworzyć dziecku sztuczne lekcje rytmu, najlepiej jeszcze z profesjonalnymi instrumentami i tablicą. Lekcja 30 minut, półtoraroczniak skupiony przez ten cały czas, grzecznie wykonujący nasze polecenia. Nooo, to tak nie działa.

Dla dzieci chodzących bardzo fajne jest po prostu chodzenie do rytmu. Kiedy idziemy na spacer, możemy bawić się z dzieckiem w robienie dużych kroków, później w miejsce jednego dużego kroku robimy dwa małe, biegniemy szybko do najbliższego drzewa, wołamy “stop!” i nie ruszamy się przez chwilę. Liczymy do trzech i na trzy podskakujemy, przeskakujemy kałużę, zeskakujemy z murka. To wszytko rytm.

Gotując obiad możemy śpiewać piosenki, albo włączyć radio i stukać łyżką o garnek, mieszać w rytm piosenki, zrobić grzechotkę z małego pojemniczka i ryżu.

Do wieszania prania super sprawdzają się… szanty. Bo taka właśnie jest ich funkcja: pomoc przy wykonywaniu rytmicznych, powtarzających się czynności (dodatkowo zwiększają efektywność wykonywanej pracy).

No dobrze, a co z tymi noworodziami, leżącymi ziemniaczkami, które nie wiedzą, że ta ręka, która spadła na ich twarz to ich własna ręka? Tu wykorzystujmy rytm przy pielęgnacji. Możemy mówić rymowanki i w ich rytmie masować dziecko, smarować kremem, myć. Zamiast rymowanek, świetnie sprawdzi się też rytmiczne wypowiadanie głosek takich jak “ma”, “da”, “ba” czy “pa”. W ten sposób mózg dziecka łatwiej skupi się na samym rytmie, a dodatkowo są to pierwsze sylaby, które maluchy wypowiadają. Możemy śpiewać i delikalnie stukać w nóżki dziecka albo klaskać jego rączkami. Oczywiście na tyle, na ile dziecko pozwoli. Możemy zawiązać bobasa w chustę i z nim tańczyć (świetny trening i metoda na usypianie 😉 ), możemy kołysać dziecko na rękach, skakać na piłce, bujać w bujaku. Generalnie – wprawiać ciało w rytmiczny ruch. A prz okazji stymulujemy zmysł równowagi, rozwijamy świadomość ciała, budujemy bliskość i więź. Tworzą się też nowe ścieżki neuronowe. Same plusy 🙂

Zachęcam do spróbowania. Codzienność z dzieckiem bywa męcząca. Bywa, że chcemy ugotować ten obiad, ale za cholerę się nie da. Zabawa z rytmem uatrakcyjnia proste i dla dziecka często nudne czynności, a nam dorosłym, daje poczucie sensu (bo przecież właśnie tak bardzo stymulujemy nasze dziecko i przy okazji mamy obiad!) i odwraca naszą uwagę od zmęczenia, znudzenia (tak, bycie rodzicem bywa nudne jak flaki z olejem), złości. Oczywiście to nie jest magiczny sposób na udane rodzicielstwo. Bo możemy zaproponować dziecku zabawę w stukanie pałeczkami, a ono będzie chciało… rozlewać wodę po całej chacie. I to też nas frutruje – przecież JA wymyśliłam ci taką fajną zabawę, a ty masz ją w nosie! Tak też bywa 😉

Do następnego!

Ania

rys. Anna Mitura

Poznajmy się!

A więc usiadłam i tworzę.

Mam na imię Ania, jestem muzykolożką, skrzypaczką, mamą i postanowiłam, że pora coś z tym wszystkim zrobić.

W naszym domu podstawą funkcjonowania jest muzyka i muzykowanie. Towarzyszy nam praktycznie cały czas. Mój mąż jest “specjalistą” od rocka i radia generalnie, ja od przemycania wiedzy i edukacji muzycznej do życia naszej córki, by budować w niej świadomość, rozwijać potencjał i kształtować jej muzyczny gust. Czego słuchamy? Wszystkiego! (może poza disco-polo, bo tego akurat nie lubimy. Nie oceniam.) Tańczymy, gramy na instrumentach, improwizujemy, śpiewamy. Widzę, jak wiele daje to nam, jako rodzinie, ale chyba przede wszystkim – jak wiele daje to naszej córce, która mając niespełna dwa lata, śpiewa sobie swoje własne, wymyślane melodie, wystukuje rytmy, powtarza, tańczy i tak naprawdę, w tym momencie jest już dwujęzyczna. Absorbując język angielski z piosenek (i nie oszukujmy się – z Peppy), pewnego dnia po prostu zaczęła używać angielskich słówek. Jak to się stało? W mózgu, część odpowiadająca za muzykę (mówiąc prosto), jest również częścią odpowiadającą za język. Bo muzyka to język, w którym mówimy w bardzo specyficzny sposób. To język naszych emocji, ciała, poczucia bezpieczeństwa, przynależności.

Skoro więc muzykowanie ma tak wiele korzyści, dlaczego ograniczać się z tym tylko do moich czterech ścian? Postanowiłam podzielić się tym naszym muzycznym światkiem ze… światem.

Chcę stworzyć miejsce, w którym rodzice znajdą narzędzia i materiały do zabawy muzyką. By muzyka przestała być domeną sal koncertowych, by w prosty sposób znalazła miejsce w naszych domach.

Na czym chcę się opierać? Na wiedzy zdobytej na kursie Pomelody (http://pomelody.com), na studiach i w czasie mojej edukacji muzycznej, na metodzie Gordona oraz elemantach atreterapii, szczególnie muzykoterapii.

Na dziś to tyle.

Do usłyszenia!

Ania.